Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej Trójmiasto” 29 maja 2015 r.

To miało wyglądać na napad rabunkowy i przypadkową śmierć. Może ze względu na mamę, babcię, dziadka – żeby nie zastanawiali się niepotrzebnie, gdzie popełnili błąd, co przeoczyli.

Zawsze byli przy Agacie. Patrzyli na nią, jak dorasta, troszczyli się, pomagali. Chuchali na tę swoją jedynaczkę. Dziadek zastąpił jej ojca, którego brakowało od początku. Nauczył Agatę grać w siatkówkę, pokochać jazdę na rowerze... Uczył ją dzielności. Zapisała się nawet do sekcji taekwondo.

CZYTAJ TAKŻE: Tą historią żyła cała Polska. Kacperka i Kingę zakatowali zastępczy rodzice

Wydawało się, że Agata ma przed sobą prostą drogę i jasną przyszłość. Dobre, nawet bardzo dobre oceny na świadectwie szkolnym, nieprzeciętna inteligencja, samodzielność w myśleniu i działaniu. Smykałka do chemii – chyba po matce. Poszła do liceum o profilu wojskowym. Potem narzekała, że to nie był dobry wybór. Choroba kręgosłupa, kłopoty z zaliczeniem testów sprawnościowych... Nic nie wskazuje, by chciała popełnić samobójstwo z powodu szkoły. Miała tę swoją chemię, wiedziała, że sobie poradzi – zaczęła nawet przygotowywać się do studiów.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej