Katarzyna Fryc: Debiutancki film i od razu Złote Lwy.

Piotr Domalewski: Na razie mi się wydaje, że to wszystko mi się śni. Jeszcze to do mnie nie dotarło. Od półtora roku przez mniej więcej 12 godzin na dobę robiłem ten film i chyba już nie pamiętam, co zrobiłem. Tyle czasu i energii mnie to kosztowało.

Wydawało mi się, że obraz kreowany tak prostymi środkami jak "Cicha noc" ma w sobie pewną dozę bezbronności. Że wymaga u widza akceptacji i chęci przyjęcia tej formuły. A tutaj ku mojemu zaskoczeniu z tym wszystkim się spotkałem. Od sześciu lat robię filmy krótkometrażowe, jeżdżę z nimi po festiwalach. Zawsze robiłem proste filmy i dotąd to było przeszkodą. Myślałem, by poszukać innej formy, ale wytrzymałem w postanowieniu, że będę opowiadał proste historie. I kiedy zrobiłem pełnometrażową fabułę, ta prostota okazała się walorem. 

>> Festiwal w Gdyni 2017. Świetna "Cicha noc" Domalewskiego, zimne "Pomiędzy słowami" Antoniak i pytanie: po co dom? [FELIS]

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej