– Moje koło łowieckie gospodaruje na 13 tysiącach hektarów. Co roku pozyskiwaliśmy 240-290 sztuk dzików, odbywało się to bez szkody dla wielkości stada. Stado podstawowe na tym terenie liczy ok. 200 sztuk – tyle zawsze pozostawialiśmy. Teraz każe nam się zostawić sztuk... trzynaście. Odstrzał mamy zrealizować do końca marca, takie są rządowe plany. Wśród myśliwych zaczyna być nerwowo.

W myśl zobowiązań, jakie zostały przez rząd nałożone na myśliwych, na terenie o powierzchni 1 tys. ha ma pozostać jeden dzik, nie więcej. Teraz jest ich na takim obszarze zwykle kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt.

– Niestety tak się dzieje, że narzucono nam plany, zgodnie z którymi mamy doprowadzić do stanu, w którym, praktycznie rzecz biorąc, dzika w Polsce nie będzie. To może doprowadzić do sytuacji, że będziemy za jakiś czas musieli je introdukować, tak jak kiedyś introdukowaliśmy żubry czy inne zagrożone gatunki – mówi myśliwy z Warszawy.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej