Pomysłodawcą Narodowego Centrum Sportów Motorowych i Rekreacji w Gdańsku był Mirosław Zdanowicz, dawny prezes Polskiego Związku Motorowego. Mawiał, że na wyścigi do Gdańska przyjeżdżałoby nawet 200 tysięcy widzów i że mu wstyd, iż w Polsce nie ma ani jednego takiego obiektu, a na przykład na Węgrzech jest ich kilka.

Jednak po odejściu Mirosława Zdanowicza z Rady Miasta Gdańska ten trudny projekt nie ma takiego politycznego poparcia jak wcześniej. W kampanii wyborczej liczą się żłobki, baseny i drobne inwestycje dla mieszkańców, a nie wielkie projekty. Zdanowicz złożył mandat radnego, ponieważ złamał ustawę o samorządzie gminnym, ale politycznie problemem był sposób, w jaki pozyskał miejski grunt. W tej sytuacji formuła, w której Gdańsk miałby oddać ok. 190 hektarów gruntu prywatnej spółce i sfinansować jego uzbrojenie – na realizację projektu wymyślonego przez radnego, który odszedł w niesławie – raczej nie mogłaby się obyć bez debaty publicznej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej