Zamek w Łapalicach (ok. 40 minut drogi od Trójmiasta) to dzieło życia Piotra Kazimierczaka, gdańskiego rzeźbiarza. Prace budowlane rozpoczął na początku lat 80., gdy otrzymał pozwolenie na budowę domu jednorodzinnego z pracownią. Jednak w kilka lat ceglany obiekt urósł z 170 m kw. do 5 tys. m kw., zaczął przypominać renesansową rezydencję i zyskał miano największej samowoli budowlanej na Kaszubach.

– Facet budował z głowy. Budził się rano i miał wizję „dzisiaj zrobimy kaplicę, a tu damy basen lub wieżyczkę”. Bez żadnych projektów. Tak jak robił swoje meble. Nigdy nie zrobił tych samych krzeseł i wież – wspomina Jan Pogodziński, sołtys Łapalic.

Inwestycję prześladował pech. Najpierw Zakład Energetyczny odmówił dostaw prądu, a firmę meblarską Kazimierczaka, która miała sfinansować jego zamkową inwestycję, trwale uszkodziła powódź z 2001 r. Do listy nieszczęść dołożyły się problemy z wypłacalnością, wierzycielami i nadzorem budowlanym. Zamek jest dziś ruiną, ale turystów to nie zniechęca.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej