Dla rodziny z Gdańska: Łukasza, Joanny i 5-letniego Przemka Pałuchów miał być to pełen relaksu wypoczynek w czterogwiazdkowym hotelu w jednym z najpiękniejszych miejsc Grecji, na wyspie Zakynthos. Rodzina zdecydowała się na 10-dniowy pobyt all inclusive w hotelu Caretta Island w Kalamaki, położonym tuż nad brzegiem Morza Jońskiego. Wycieczkę na początek czerwca wykupili w biurze podróży specjalizującym się w wyjazdach do Grecji, Grecos, za ponad 8200 zł. Ofertę wybrali głównie z uwagi na swojego syna. Hotel, jak zapewniało biuro, wyposażony jest w infrastrukturę basenową dla najmłodszych.

CZYTAJ TAKŻE: Pomorze ogarnia wilcza paranoja. A to jedna wielka manipulacja

„Syn krzyczał z bólu”

Plan wycieczki zawalił się nazajutrz po przylocie.

– Ok. godz. 13 wypoczywaliśmy w hotelowym kompleksie basenowym. Syn bawił się kilka metrów ode mnie w brodziku głębokim na ok. 40 cm. Nagle usłyszałem potworny krzyk: „Tato, ratuj!” – opowiada pan Łukasz. – Zobaczyłem, że syn przylega do brzegu brodzika, a jego ręka utknęła w rurze zasysającej pod dużym ciśnieniem wodę z basenu. Ssanie było tak silne, że syn nie mógł się uwolnić, pomimo pomocy naszej i innych gości. Poprosiłem personel hotelu, aby wyłączono pompy basenowe. Stanęły dopiero po ok. 20 minutach. Syn przez cały ten czas krzyczał z bólu. Ręka zdążyła tak napuchnąć, że nie było możliwości, aby go uwolnić – relacjonuje pan Łukasz.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej