Krzysztof Katka: Na początku lutego, wkrótce po pożegnaniu i pogrzebie Pawła Adamowicza, wróciła pani z córkami do Kalifornii. Mówiła pani: „To dla nas bardzo ciężkie chwile. Postanowiłam wyjechać z córkami do Stanów Zjednoczonych, tam znajdziemy spokój”. Jak teraz wygląda pani życie? Czy udało się znaleźć spokój?

Magdalena Adamowicz: Do Stanów poleciałam kilka tygodni po wyborach prezydenckich, to był chyba koniec listopada. Mamy tam serdecznych znajomych. To przyjaciele moich teściów od ponad 70 lat.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej