Gdyńska ikona, najpopularniejszy obrazek, który pojawia się na większości pocztówek. Oprócz skweru Kościuszki, ulicy Świętojańskiej i wieżowca Sea Towers to najczęściej odwiedzane i fotografowane miejsce w Gdyni. Z pewnością jest jednym z najpiękniejszych zakątków Wybrzeża, z którego roztacza się wspaniały widok na miasto, Zatokę Gdańską i który sam w sobie stanowi obraz niezwykły.

– To miejsce magiczne i magnetyczne, przyciąga ludzi – mówi o klifie Sławomir Kitowski, prezes Towarzystwa Przyjaciół Orłowa i autor albumów o Gdyni. – Po pierwsze, jest pięknym, charakterystycznym elementem gdyńskiego krajobrazu i polskiego Wybrzeża. Po drugie, to żywy teatr przyrody w czterech odsłonach pór roku. Niesamowite, jak zmienia się scenografia tego miejsca! Po trzecie, klif od ponad stu lat intryguje i zachęca, aby na niego wejść i oglądać panoramę Orłowa i Sopotu, a od kilku lat odsłania nam nawet widok na gdyński port. Dzieje się tak dlatego, że klif walczy o życie z morskim żywiołem i tę walkę przegrywa, cofając się. Jaki jest tego efekt? Wystarczy przeanalizować stare fotografie. Na zdjęciach legendarnego pomnika Chrystusa Króla, postawionego w 1924 roku na skraju ówczesnego lasu, widać, że monument znajduje się kilkadziesiąt metrów od morza. Jeszcze 10 lat temu uważni spacerowicze dostrzegali resztki postumentu na brzegu, niedaleko klifu. Dziś nie ma po nim śladu, zabrało go morze.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej