Końcówka lutego była dla niej ciężka. Natłok pracy na uczelni powodował, że spała po dwie-trzy godziny na dobę.

– Od kiedy robię doktorat, to u mnie normalne. Czasami jest tak dużo pilnych spraw, że nie mam wyjścia i muszę przestawić się na tryb sowy. Bywa, że zarywam kilka nocy z rzędu, nad ranem jakaś krótka drzemka, potem wstaję i dalej funkcjonuję – mówi.

Na dodatek jej zespół miał dwa wyjazdy z rzędu – do Poznania i Łodzi. Podczas tego drugiego, kiedy Politechnika rywalizowała z Widzewem, rozegrała kapitalny mecz. Przebywając na boisku niecałe 21 minut, zdobyła 16 punktów, przy znakomitej skuteczności rzutów z gry – 75 procent! Poprowadziła zespół do niezwykle cennego zwycięstwa 78:72, które zapewniło gdańskiej drużynie utrzymanie w ekstraklasie. A na drugi dzień już pędziła na uczelnię.

Łączy dwa żywioły, które wydają się nie do pogodzenia – czynny, zawodowy sportowiec grający w swojej dyscyplinie na najwyższym poziomie, a równocześnie zdolny, innowacyjny naukowiec zdobywający nagrody i robiący karierę na uczelni.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej