Wojewoda Dariusz Drelich przyznał Karolowi Guzikiewiczowi, działaczowi stoczniowej „Solidarności” prawo do organizowania cyklicznych zgromadzeń pod pomnikiem Poległych Stoczniowców 1970 przez kilka dni w roku, w tym w dniu 4 czerwca. Gdy o sprawie zrobiło się głośno, Drelich publicznie ocenił, że zakładowa „Solidarność” ma moralne prawo do organizacji uroczystości w tym miejscu. W przemówieniu sprzed roku wojewoda mówił, że „stoczniowcy są kontynuatorami tej samej idei politycznej, tego samego działania, które podjęli reformatorzy Rzeczypospolitej [twórcy konstytucji – red.]”. „Bóg i Historia oceniają te działania jako słuszne, godziwe i sprawiedliwe” – podkreślił wtedy.

Skoro prawo moralne, racje historycznie, a nawet pozytywna ocena Boga są po stronie działaczy związkowych, to czy wojewoda mógł im przeciwstawić całkiem przyziemne przepisy prawa? Prześledziliśmy, jak Karol Guzikiewicz, radny PiS i wiceszef "S" Stoczni Gdańskiej, zdobywał prawo do placu "Solidarności".

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej