15-letnia Ola z kaszubskiego Bojana poszła do spowiedzi. W konfesjonale ksiądz Mirosław Bużan namówił ją, by o swoich problemach porozmawiała z nim dłużej – na plebanii. Następnego dnia przyszła do księdza. Bużan zaserwował jej wódkę z sokiem i zmusił, by usiadła mu na kolanach, zaczął obłapiać, całować. Potem zeznała, że wsunął rękę pod jej bluzkę.

Po wizycie ksiądz zadzwonił do jej rodziców. – Ola wyszła z plebanii, ale była jakaś dziwna i pobiegła do lasu. Idźcie jej poszukać – powiedział.

Córka się znalazła, czuć było od niej alkohol, wymiotowała. Matka zmusiła ją, by powiedziała, co się stało. W nocy ojciec zadzwonił do księdza i spytał, czy to prawda. Usłyszał: „Wymalowaliście to sobie”. Około drugiej w nocy ksiądz wysłał do Oli SMS: „Naskarżyłaś na mnie”. Był grudzień 2009 roku. Ks. Bużan był wtedy proboszczem parafii św. Jadwigi Królowej w Bojanie i dyrektorem ds. budownictwa sakralnego archidiecezji gdańskiej. Rozpoczynał właśnie remont rezydencji arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia w Gdańsku-Oruni. Przebudowa i adaptacja dworku pochłonie kilka milionów złotych.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej