Ilona Godlewska: 15-latka zgwałcona w gdańskim szpitalu psychiatrycznym przebywała na oddziale dla dorosłych, bo na tym przeznaczonym dla dzieci nie było miejsca. To norma?

Prof. Barbara Remberk, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży: – Do takich sytuacji nie powinno dochodzić – i to niezależnie od tego, o jakim oddziale mówimy. Pacjenci powinni się czuć bezpieczni. A to, że brakuje miejsc na oddziałach dla młodzieży, to fakt. Być może tej tragedii można było uniknąć, gdyby na oddziale było wystarczająco dużo personelu pielęgniarskiego.

Z czego wynika tak dramatyczna sytuacja?

– Z jednej strony młodych ludzi z zaburzeniami psychicznymi przybywa. Z drugiej jednak, choć pewne kroki są podejmowane, to nie prowadzi do poprawy sytuacji i zażegnania kryzysu polskiej psychiatrii dziecięcej. Nawet gdy któryś oddział psychiatryczny poszerza swoją działalność, to za chwilę inny jest zamykany. Mamy też mało specjalistów. W Polsce na 100 tys. dzieci przypada 6 psychiatrów dzieci i młodzieży (jeden psychiatra na tysiąc potrzebujących pomocy dzieci). Co prawda ta specjalizacja jest traktowana przez Ministerstwo Zdrowia jako priorytetowa [gdy młodzi lekarze wybiorą dziedzinę priorytetową jako specjalizację, wtedy mogą liczyć na dodatkowe pieniądze – red.], ale mamy więcej miejsc niż chętnych. Do tego lekarze i pielęgniarki nie zawsze chcą pracować w przeciążonych i borykających się z licznymi trudnościami szpitalach. Podobnie jest z psychologami, którzy w sektorze publicznym zarabiają dziś tyle, ile kasjer w dyskoncie. Obciążenie pracą na oddziałach szpitalnych ze względu na braki kadrowe jest zdecydowanie większe niż w praktyce prywatnej. Oddziały całodobowe są to jednostki deficytowe w sensie finansowym, ponieważ wycena tego rodzaju świadczeń przez NFZ jest za niska i dyrektorzy szpitali nie mają możliwości, żeby zaproponować personelowi lepsze warunki pracy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej