W gdańskim szpitalu psychiatrycznym jest hospitalizowanych ponad 350 pacjentów. Jednocześnie pracuje tu tylko 20 lekarzy. Do tego sale są tak przepełnione, że nieletnich pacjentów umieszczano na oddziałach dla dorosłych, bo dla tych dla dzieci brakowało miejsc nawet na dostawkach na korytarzu. Aż doszło do tragedii. W szpitalu zgwałcona została 15-latka. Sprawcą był dorosły pacjent. Kilka dni później okazało się, że inny z pacjentów molestował seksualnie dwie 13-latki.

CZYTAJ TAKŻE: Gdański szpital, w którym zgwałcono nastolatkę, przestanie działać?

Lekarze mają dość

To przelało czarę goryczy. Lekarze poinformowali dyrekcję, że nie będą już brali dyżurów na izbie przyjęć. Dziś jest tak, że muszą dzielić między siebie pracę na sześciu oddziałach, dyżury dzienne i nocne, a także całodobową obsługę izby przyjęć – szpital przez cały tydzień pełni tzw. ostry dyżur. Urząd Marszałkowski zaczął szukać pomocy. Zaproponowano wprowadzenie systemu dyżurów naprzemiennych przez pozostałe szpitale udzielające świadczeń w zakresie psychiatrii na terenie Gdańska. Jeden dyżur „ostry” w tygodniu miało wziąć Uniwersyteckie Centrum Kliniczne, jeden – 7 Szpital Marynarki Wojennej w Gdańsku, pozostałe 5 pozostałoby w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Gdańsku. Jednak ani szpital Marynarki Wojennej, ani UCK nie zgodziły się na takie rozwiązanie. W przesłanym „Wyborczej” oświadczeniu Jakub Kraszewski, dyrektor UCK poinformował, że nie mógł się przychylić do tej prośby „z uwagi na ograniczone zasoby lokalowe i kadrowe”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej