W ubiegły piątek do Trójmiejskiej Kliniki Weterynaryjnej w Gdańsku przyjechała para. Mieli ze sobą 12-letniego yorka. W rejestracji zgłosili, że pies kwalifikuje się do eutanazji, bo przewlekle choruje.

– Z początku wydawało się, że udało rozwiać się mroczne widmo śmierci. Ciężką chorobą okazał się przerost prostaty. Tę chorobę się leczy, i to nieźle. Rozpisałem więc leczenie. Poinformowałem, że następnego dnia pies ma pojawić się na kolejnej wizycie – opowiada doktor Przemysław Łuczak, który przyjął yorka i jego właścicieli.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej