Michał Tokarczyk: Był pan w zespole dokumentującym Przemkowe Partie, gdzie w nocy z piątku na sobotę utknęli grotołazi z wrocławskiej sekcji. Jakie panują tam warunki?

Dariusz Bartoszewski, członek Sopockiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego: Nikt nie zna tego miejsca, bo celem grotołazów były nowe odkrycia. Możemy tylko spekulować, czy mają na tyle przestrzeni, aby przynajmniej usiąść. Ale w tym akurat miejscu nie ma raczej szans na szerokie sale lub korytarze.

Ta część jaskini uchodzi za skrajnie trudną, właśnie przez wspomniane ciasnoty.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej