Wszystko zaczęło się piętnaście lat temu. Po przyznaniu Günterowi Grassowi Nagrody Nobla pisarz odwiedził Gdańsk na zaproszenie władz miasta. Była parada werblistów, debata z Adamem Michnikiem i uroczyste odsłonięcie tablicy z cytatem z "Blaszanego Bębenka". Podczas zwiedzania kamienicy przy ul. Lelewela 13, w której Grass spędził dzieciństwo, pisarz dowiedział się, że miasto chce ufundować mu pomnik - na placu Wybickiego, niedaleko miejsca, w którym mieszkał. Grass odniósł się do tego pomysłu bardzo sceptycznie.

- Chciałbym prosić prezydenta, żeby zamiast pomnika ku mojej czci władze Gdańska wybudowały mieszkańcom tego domu toalety w mieszkaniach, żeby nie musieli tak jak ja kiedyś chodzić na korytarz - mówił Grass. - Można by je nazwać moim imieniem - zwrócił się ze śmiechem do prezydenta Pawła Adamowicza.

Samotny Oskar

Dwa lata później pomnik odsłonięto, jednak bez figury noblisty. Na ławeczce w altance przy placu Wybickiego do piątku siedział jedynie Oskar Matzerath, bohater najsłynniejszej powieści Grassa, z bębenkiem na kolanach. W końcu dołączyła do niego odlana z brązu podobizna pisarza - stało się to w ramach uroczystego zakończenia festiwalu Grassomania, imprezy poświęconej pamięci wybitnego, zmarłego w kwietniu tego roku autora.

Wyjątkowe zdjęcia prosto z USA. Tak pięknie wyglądały polskie miasta przed I wojną światową
Czytaj więcej

A my sprawdziliśmy, czy kwestię toalet też udało się rozwiązać. I okazuje się, że w większości przypadków tak, ale nie dzięki miejskim funduszom. - Urzędnicy zwlekali tak długo, aż sami postanowiliśmy coś z tym zrobić - mówią z zawodem mieszkańcy.

Kamienica przy Lelewela 13 na tle innych budynków w okolicy prezentuje się nieźle: ładna, odnowiona elewacja, wyremontowana i schludna klatka schodowa. Nie straszą już wychodki na korytarzach, o których fatalnym stanie noblista wspominał podczas każdej swojej wizyty w Gdańsku. Większość z nich jest teraz wykafelkowana, jasna i czysta.

- Ale gdybyśmy sami się za to nie zabrali, nic by się nie zmieniło - mówi Mirosław Górski, który przy Lelewela mieszka od 1986 r. - A o tych, za przeproszeniem, kiblach, to już mi się nawet gadać nie chce.

Co z tymi toaletami?

Władze Gdańska w ciągu kilkunastu lat wielokrotnie zobowiązywały się do podjęcia zdecydowanych kroków w kwestii remontu starych wychodków w kamienicy przy Lelewela. - To nie taka prosta sprawa - wyjaśnia jednak Michał Piotrowski z biura prasowego Urzędu Miasta w Gdańsku. - Aby przeprowadzić zakrojony na tak dużą skalę remont, musielibyśmy wciągnąć kamienicę przy Lelewela na listę zasobów miejskich, na co nie zgodziła się część lokatorów. Proponowaliśmy różne rozwiązania. Namawialiśmy, ale większość mieszkańców była zdecydowanie przeciw. W tej sytuacji nie mogliśmy już nic zrobić.

Oto najbardziej zadłużone polskie miasta
Czytaj więcej

Właściciele prywatnych mieszkań postanowili przeprowadzić remont we własnym zakresie. Część z nich wydzieliła niewielki fragment kuchni i urządziła tam małe łazienki z prysznicami. Część jednak pozostała przy starym rozwiązaniu, czyli wychodkach na korytarzu - tak jak pan Mirosław Górski, który przyznaje, że przez lata po prostu się do tego przyzwyczaił.

- Położyliśmy kafelki, zainstalowaliśmy nowe oświetlenie i jest przyjemnie. W domu od kilku lat mamy prysznic, wcześniej nie było nawet tego, trzeba było myć się w misce. Szkoda tylko, że to wszystko musieliśmy zrobić sami. Urzędnicy co prawda coś kombinowali, planowali zrobić nam w mieszkaniach jakieś wykusze z łazienkami, cuda-wianki. Ale przez ten czas większość lokali została wykupiona i właściciele nie zgodzili się na propozycję miasta. A lokatorzy mieszkań komunalnych zostali z niczym.

Pomnik pewnie jest tańszy

Sąsiad pana Mirosława, który mieszka przy Lelewela 13 od kilkunastu lat, nie miał funduszy ani na remont wychodka, ani tym bardziej na urządzenie łazienki u siebie. Dlatego też toaleta, z której korzysta, wygląda dokładnie tak jak 15 lat temu, kiedy Grass przyjechał obejrzeć swoje dawne mieszkanie. Obdrapane, brudne ściany, zimno, wszechobecna wilgoć, urwana spłuczka.

- Pamiętam, jak Grass mówił, żeby zamiast pomnika zrobić porządek z tymi wychodkami - przyznaje starszy pan. - Ale pewnie taniej jest postawić pomnik, niż wykonać porządny remont. Zwlekali z tym przez tyle lat, że ludzie sami postanowili rozwiązać ten problem. Oczywiście ci, którzy mieli na to pieniądze, reszta, tak jak ja, musi radzić sobie z tym, co jest.