Joanna Wiśniowska: Wraca pan czasem myślami do 14 stycznia 1993 roku?

Marek Błuś*: – Tak. Chociażby z tego względu, że przez dłuższy czas uczyłem marynarzy na specjalnych kursach, jak przeżyć zatonięcie statku. Musiałem więc wracać, bo „Jan Heweliusz” jest szczególnym przypadkiem, który pokazał, że to, co było w zasadach dobrej praktyki, to czego uczono, nie sprawdziło się. Natomiast skuteczne okazało się postępowanie wcześniej krytykowane.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Historyczny sukces Portu Gdańsk! Ponad 40 mln ton w 2017 roku

Pozostało 91% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej