Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jest wiosna 1994 roku. Sławek Szamocki z Brus ma wypadek samochodowy. Przez kilka dni jest w śpiączce. Kiedy się budzi, ma nadzieję, że dzięki rehabilitacji będzie całkowicie sprawny. – Rodzice i lekarze nie mówili, jak bardzo poważny jest mój stan. Przekonywali, że rehabilitacja mi pomoże. Trafiłem do szpitala w Dzierżążnie, który specjalizuje się w podobnych przypadkach. I dopiero tam zrozumiałem, że nie jest dobrze – opowiada pan Sławek.

CZYTAJ TAKŻE: Parking w centrum Gdańska pomoże... bezdomnym.

Diagnoza była druzgocąca: zerwania rdzenia kręgowego na odcinku szyjnym C4-C5, paraliż czterokończynowy i reszta życia na wózku. – Miałem 22 lata. Czułem, że moje życie się skończyło. To, że się nie poddałem, to zasługa moich bliskich. Wspierali mnie rodzice i siostra – przyznaje pan Sławek: – Ale od wypadku moja codzienność to mieszkanie na pierwszym piętrze i ciągłe patrzenie w ściany. Do tego odleżyny i zakażenia dróg moczowych. Kilkakrotnie lądowałem na oddziale intensywnej terapii, gdzie toczyła się walka o życie. Balansowałem na granicy życia i śmierci.

„Po prostu się boję”

Kilka lat temu pan Sławek stracił rodziców. Odtąd zajmuje się nim siostra. Trzy lata temu w jego bloku zamontowano windę dostosowaną do potrzeb osób niepełnosprawnych. Ale to nie sprawiło, że stał się bardziej samodzielny. – Wcześniej mieszkania nie opuszczałem w ogóle. Odkąd mam windę, robię to sporadycznie – przyznaje pan Sławek. – Zwykle towarzyszy mi siostra. Chciałbym być bardziej samodzielny, ale mój wózek ma 12 lat i nie jest bezpieczny. Już kilka razy wywróciłem się na ulicy. Na szczęście ktoś zawsze był w okolicy i pomógł, ale nie mam pewności, czy tak będzie, kiedy znowu coś takiego się wydarzy.

Pan Sławek przyznaje, że coraz rzadziej opuszcza mieszkanie. – Po prostu się boję – mówi.

Dlatego właśnie zbiera pieniądze na bezpieczniejszy wózek – z napędem elektrycznym sterowanym brodą. – Ma regulowane siedziska, oparcia i podnóżki. Dzięki temu, gdy poczuję się słabo, co dość często mi się zdarza, mogę się położyć czy przechylić i omdlenia ustąpią. Wreszcie będę mógł sam wyjść z domu. Posłuchać śpiewu ptaków, popatrzeć na trawę... Wiem, że dla większości ludzi to nic nadzwyczajnego, ale dla mnie to coś nie do opisania. Przestanę wpatrywać się w ściany i wyrwę z tych czterech ścian – przyznaje.

Potrzeba 45 tys.

Ale – jak wyliczył producent – wózek dostosowany do potrzeb pana Sławka kosztuje ok. 45 tys. zł. NFZ może zrefundować 3 tys. zł. Ośrodek Pomocy Rodzinie jest w stanie dofinansować maksymalnie ok. 6–8 tys. zł. Resztę pan Sławek musi uzbierać sam. A ma 800 zł renty i 200 zł zasiłku pielęgnacyjnego. – Płacę za mieszkanie, jedzenie i środki pielęgnacyjne. Nie ukrywam, że są miesiące, kiedy pożyczam od siostry, bo nie jestem w stanie się utrzymać – tłumaczy pan Sławek.

CZYTAJ TAKŻE: Sfałszowali badania DNA szczątków Krzysztofa Olewnika? Koniec procesu biegłych.

Stąd zbiórka na portalu SiePomaga.pl. Akcja ruszyła kilka dni temu. Do tej pory udało się zgromadzić prawie 6 tys. zł. – Jestem pod wrażeniem. Minęło zaledwie kilka dni. A wsparło mnie tyle osób. Dzięki nim jestem pełen nadziei, że uda mi się kupić wózek. To moje największe marzenie – mówi pan Sławek.

***

Jak można pomóc?

Zbiórka jest prowadzona TUTAJ. Można też przekazać 1 proc. podatku: KRS 0000270809, cel: SZAMOCKI, 4092.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.