Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Najtragiczniejszy w historii miasta nad Motławą tydzień wielkanocny rozpoczął się tak jak w tym roku, palmową niedzielą 25 marca 1945 roku, a zakończył w poniedziałek wielkanocny 2 kwietnia 1945 roku.

Wdarli się do wnętrza katedry

W ostatnią wojenną niedzielę palmową samoloty zrzucały nad miastem ulotki marszałka Rokossowskiego, wzywające tutejszy garnizon do poddania się. Sowieckie wojska zajęły część Doliny Radości, Kuźnię Wodną i Renuszewo. Systematycznie czyszcząc z Niemców Oliwę, sołdaci wdarli się do wnętrza katedry. Plądrując i niszcząc jej wnętrze, z mszalnych kielichów pili samogon. Rozbili monstrancje i wdarli się do grobowca opatów w poszukiwaniu skarbów, otwierając trumny. Podpalili szafarnię i ponownie – pałac opacki, który wcześniej podpalili Niemcy.

W tym samym czasie Gdańsk ostrzeliwany był z Cygańskiej Góry. Z miasta ewakuowało się dowództwo Kriegsmarine, uszkodzona elektrownia na Ołowiance przestała dostarczać prąd, a w Nowym Porcie wybuchły dwa załadowane amunicją frachtowce. Sowieci zajęli Jelitkowo i Brzeźno.

CZYTAJ TAKŻE: "Słodkie historie Gdańska". Ta książka jest jak palce lizać

To właśnie w palmową niedzielę, Adolf Hitler, nakazując obronę każdego metra kwadratowego powierzchni Gdańska i Gdyni oraz bezwzględne karanie wszelkich przejawów uchylania się od walki, wydał wyrok na wielowiekowe miasto.

Śmierć gen. Betzela

W poniedziałek, 26 marca Rosjanie zajęli Migowo, Emaus i Piecki oraz Orunię. Dzień później Niemcy poddali Wrzeszcz, Nowy Port, Stocznię Schichaua i Wyspę Ostrów. Jedyna droga ucieczki z centrum Gdańska prowadziła teraz przez Długie Ogrody, Stogi, do ciągle działającego promu w Sobieszewie. Skorzystał z niej tego dnia Albert Forster, uciekając do swojej daczy w Orlu.

W tym samym czasie niemiecka piechota oraz resztki 4. dywizji pancernej sławnego generała Clemensa Betzela utworzyły silną pozycję obronną przy Bramie Oliwskiej oraz w okolicy Dworca Głównego. Jeszcze tego samego dnia zginął na niej, trafiony w głowę odłamkiem, generał Klemens Betzel. Jego zwłoki oficerowie przewieźli czołgiem na Wyspę Sobieszewską. Generała pochowano z honorami wojskowymi tuż obok rezydencji Forstera.

Szturm na ścisłe centrum Gdańska rozpoczął się 27 marca. Dowodził nim gen. Paweł Batow.

28 marca oddziały radzieckie dotarły do Motławy, na ruinach Dworu Artusa zawieszono biało-czerwoną flagę. Wojska niemieckie broniły się na Westerplatte i w rejonie twierdzy Wisłoujście, w umocnieniach Biskupiej i Gradowej Górki oraz Bramy Oliwskiej.

Ginęły kościoły

W morzu ognia, które rozszalało się w zabytkowym centrum, ginęli nie tylko ludzie i ich domy. Ginęły także kościoły. 27 marca pierwsze pociski dotknęły Kościoła Mariackiego. Wkrótce zapaliły się dachy i runął jedyny pozostawiony w świątyni dzwon – Gratia Dei. Wieża stała się gigantycznym kominem, który ułatwił wypalenie się wnętrza świątyni. W wielki tydzień, w wyniku walk i po nich poważnie zniszczone zostały kościoły św. Katarzyny i św. Brygidy.

CZYTAJ TAKŻE: Joanna Penson: "W obozie zrozumiałam, że liczy się tylko jeden zawód"

W Świętej Katarzynie pożar zniszczył dachy, hełm na wieży i część sklepień. To prawdziwy cud, że tylko tyle. Z przyległej, św. Brygidy pozostały bowiem tylko mury oraz część sklepienia w prezbiterium. Wieża, znaczna część dachu i pozostałe sklepienie w nawie północnej, jak i południowej – runęły. Kościół św. Bartłomieja został tak zniszczony, że jeszcze długo po wojnie nikt się nim nie interesował. Już po zakończeniu walk spłonęła druga co do wielkości świątynia Głównego Miasta – kościół św. Jana. Sowieckie samoloty szturmowe okrutnie obeszły się z największą świątynią Starego Przedmieścia – kościołem Piotra i Pawła. Kościół, w którym nauki Lutra głoszono niegdyś obok figury Matki Boskiej, otrzymał bezpośrednie trafienia w wieżę i zamykającą prezbiterium absydę. Wewnątrz zginęło bardzo wielu ludzi.

Dużo szczęścia miał położony w centrum Głównego Miasta kościół św. Mikołaja, który bez uszczerbku ocalał dzięki nieugiętej postawie księdza Magnusa Bruskiego, który to mieszając polski i rosyjski, zdołał namówić Sowietów do oszczędzenia świątyni.

"Zastaliśmy je spalone"

27 lub – jak podaje Maciej Żakiewicz w książce „Gdańsk 1945 – Kronika Wojennej Burzy” i jak wynika z kalendarium zajmowania przez Sowietów centrum miasta, w wigilię Wielkiego Czwartku, 28 marca, wydarzył się jeden z najbardziej brutalnych epizodów w historii gdańskiego Wielkiego Tygodnia 1945 roku.

Tego dnia Sowieci, po zajęciu rejonu dworca, wtargnęli do położonego nieopodal kościoła św. Józefa, aby, w zależności od szacunków, od kilkudziesięciu do ponad stu gdańszczanom, urządzić piekło na ziemi.

Wikariusz George Klein opisywał:

– … Nad ranem nastała przygniatająca cisza. Bez strzałów, warkotu pojazdów, czy też dolatujących odgłosów. Ostrożnie wychodziliśmy schodami do góry, gdy nagle usłyszeliśmy ciężkie kroki. Pierwszy sowiecki żołnierz stanął przed nami gotowy do oddania strzału. Drugi przeszedł i zabrał nam zegarki. Pozwolono nam wyjść i wtedy zobaczyliśmy sowieckie pojazdy i licznych żołnierzy. W tym czasie wszystkie zabudowania były jeszcze w sanie nienaruszonym… zjawili się nowi, już pijani żołnierze, którzy znaleźli alkohol w pobliżu Ratusza Staromiejskiego. Wśród krzyków, śmiechu i poszturchiwań wpędzili nas z powrotem na probostwo i do kościoła. Każdemu, kto chciał się wydostać, grozili pistoletami maszynowymi. Nadjechał pojazd załadowany beczkami. Jedną z nich wtoczono do kościoła, druga na probostwo. Wyczuwalny był zapach benzyny i wtedy wiedzieliśmy, co zamierzają. Kobieta, która wybiegła z kościoła, została zastrzelona. Jeden z pijanych żołnierzy wszedł do kościoła i słyszeliśmy, jak ludzie wewnątrz krzyczeli i płakali, a żołnierz wyszedł i zamknął drzwi. W międzyczasie ksiądz proboszcz Fedtke zauważył z okna w tylnej części probostwa trzeźwego oficera i znakami zwrócił mu uwagę na to, co dzieje się na placu kościoła. Kiedy jeden z żołnierzy chciał wejść na probostwo, prawdopodobnie po to, aby podłożyć ogień, zjawił się ów oficer, przepędził żołnierzy, a nas wypuścił. Ludzie z palącego się kościoła już nie wyszli. Kiedy po następnej strasznej nocy chcieliśmy wrócić na probostwo, zastaliśmy je spalone, podobnie jak kościół i sąsiednie ulice...”.

Jak ustalił Maciej Żakiewicz, w późniejszej korespondencji z gdańszczanami, wikary Klein podkreślał, że żołnierz, który zamknął płonący kościół, został przez oficera natychmiast zastrzelony.

18 lat temu w świątyni poświęcono dwujęzyczne epitafium, przywołujące tragiczne wydarzenia, jakie rozegrały się w Wielki Tydzień 1945 roku w kościele św. Józefa. Dwa lata temu zakonnicy rozpoczęli dyskusję nad należytym pochówkiem odkrytych w podziemiach kościoła szczątków masakry.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.