Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Max Schmeling urodził się w 1905 r. w Klein Luckow w północnej Brandenburgii. Niedługo potem jego rodzina przeniosła się do Hamburga. Ojciec przyszłego pięściarza był marynarzem związanym kontraktem z Hamburg America Line. Mama, Amanda Fuchs, zajmowała się domem. Marynarski dom Maxa nie należał do zamożnych, więc już w wieku ośmiu lat został gońcem w aptece, a potem w biurze ogłoszeń. Po podstawówce zapisał się na treningi zapaśnicze. W wieku 16 lat wytypowano go do pierwszych zawodów – miał walczyć z 10 lat starszym zawodnikiem. Zaniepokojona matka nie wypuściła go z domu.

Po tym incydencie Max rzucił klub zapaśniczy, ale nie zrezygnował z kariery sportowej. Trenował boks po pracy przy budowie kanałów. Po przeniesieniu do Köln-Mülheim brał udział w amatorskich walkach bokserskich. Na zawodowstwo przeszedł po udanym debiucie w 1924 r., kiedy w Düsseldorfie znokautował w miejscowego boksera Hugo Czappa.

W 1926 r. zdobył mistrzostwo Niemiec, rok później został mistrzem Europy wagi półciężkiej, a dwa lata potem niemieckim mistrzem wszechwag. Po sukcesach w Europie postanowił podbić USA. W 1930 r. zdobył tam tytuł mistrza świata wszechwag. Prawa do tytułu bronił skutecznie dwa lata, pokonując ówczesną amerykańską elitę pięściarską.

U Hitlera na herbacie

Schmeling znany był z niezwykle niebezpiecznych ciosów z kontry, zadawanych prawą ręką. Jego sukcesy zwróciły uwagę Mike’a Jacobsa – prowadzącego wschodzącą gwiazdę boksu, 22-letniego Joe Louisa, zwanego ze względu na siłę ciosu „Brązowym Bombowcem”. Pojedynek z 19 czerwca 1936 r. stał się „starciem ras”. Nazistowska propaganda ogłosiła, że „Max Schmeling to duma rasy aryjskiej”. Pojedynek na Yankee Stadium oglądało 40 tysięcy widzów. Radiowa transmisja zgromadziła miliony słuchaczy. Młody Louis nie docenił bardziej doświadczonego przeciwnika i już w drugiej rundzie znalazł się na deskach, a w czwartej znokautowany, po raz pierwszy w życiu przegrał pojedynek.

Propaganda nazistowska oszalała – Schmeling awansował do rangi symbolu III Rzeszy. Przywieziono go z USA na pokładzie sterowca „Hindenburg”. Sam Hitler zapraszał go na herbatę.

Max SchmelingMax Schmeling Fot. mat. archiwalne

Rewanżowy pojedynek odbył się 22 czerwca 1938 r. w tym samym Yankee Stadium w Nowym Jorku. Amerykanie nazywali to starcie „pojedynkiem dobra ze złem”, nawiązując do niedawnych wydarzeń w Nadrenii i Austrii. Z kolei Goebbels przedstawiał rewanż jako „starcie niemieckiego nadczłowieka z przedstawicielem podludzi”. Tym razem „Brown Bomber” nie zbagatelizował przeciwnika. Słuchacze przy radioodbiornikach usłyszeli dźwięk gongu, nieludzki wrzask 70-tysięcznej widowni i po chwili… ciszę. Po 124 sekundach wściekłego ataku Joe Louisa, podczas których Schmeling wylądował cztery razy na deskach, niemiecka ekipa poddała walkę. Tak Schmeling przestał być ulubieńcem nazistów. Co było mu zresztą na rękę. Sam Goebbels naciskał na pięściarza, by pozbył się żydowskiego menedżera Joe Jacobsa i aby rozwiódł się z poślubioną w 1933 r. Słowianką – czeską aktorką Anną Ondra, czego Schmeling robić nie zamierzał. Nie zamierzał też robić wielu innych rzeczy, co mogło sprowadzić na niego kłopoty.

Na początku lat 90. XX wieku okazało się, że podczas „kryształowej nocy” mistrz uratował życie dwóch żydowskich nastolatków – braci Wernera i Heinricha Lewinów. Sprawę ujawnił po latach Henry Lewin – właściciel hoteli w Las Vegas. Schmeling nie zamierzał także wstępować do NSDAP, przez co trafił do Wehrmachtu i został wysłany na front. Jako spadochroniarz wziął udział w słynnym desancie na Kretę 20 maja 1941 r., w którym doznał kontuzji nóg i kręgosłupa. Zwolniono go z wojska i przeniesiono do służby wartowniczej. A następnie o nim zapomniano.

Po wojnie Schmeling stoczył jeszcze kilka walk. Ostatnią w 1948 r., zamykając pięściarski bilans 56 zwycięstwami. Do 90. roku życia prowadził przedstawicielstwo firmy Coca-Cola w Hamburgu. Nie zapomniał o swoim najważniejszym przeciwniku – kiedy Joe Louis zmarł w biedzie w 1981 r., sfinansował mu pogrzeb.

Sześć lat później, po 57 latach małżeństwa, odeszła Anna Ondra.

Max dożył 100 lat. Zmarł 2 lutego 2005 r. w Wenzendorf – Dierstorf-Heide w Dolnej Saksonii na skutek powikłań pogrypowych. Na jego pogrzebie pojawiła się cała niemiecka elita, łącznie z kanclerzem Gerhardem Schröderem.

Anna z Tarnowa

Anna Ondra, a w zasadzie Anna Ondrakova, była najważniejszą osobą w życiu Maxa Schmelinga. Urodzona w 1902 r. w Tarnowie córka austro-węgierskiego pułkownika Gottfrieda Ondraka, miała dwóch braci – lekarza i inżyniera. Dzieciństwo i młodość spędziła w Pradze. Tam uczęszczała na lekcje tańca i grała pierwsze rólki w teatrze. W 1919 r. zadebiutowała w czechosłowackim filmie „Palimpsest” i wkrótce stała się jedną z najbardziej znanych aktorek czeskiego kina niemego lat 20. Odnosiła również sukcesy za granicą – występowała w filmach niemieckich, austriackich i brytyjskich, m.in. w reżyserii Alfreda Hitchcocka („Człowiek z wyspy” i „Szantaż”). W 1930 r. założyła z przyjaciółką Karel Lamać wytwórnię Ondra – Lamać Film. Niedługo potem poznała sławnego pięściarza.

Anny OndraAnny Ondra Fot. mat. archiwalne

Schmeling i Ondra byli gwiazdorską parą, ozdobą berlińskich salonów. Ale nie czuli się dobrze w polityczno-kulturalnym tyglu III Rzeszy. Tuż przed małżeństwem kupili w położonym pod Berlinem urokliwym Bad Saarow dom należący od 1923 r. do znanego ekspresjonisty, urodzonego zresztą w Malborku, Bruno Krauskopfa, który opuścił Niemcy, prześladowany przez nazistów. Schmeling nabył nieruchomość za 2035 marek niemieckich. Ślub pary odbył się 6 lipca 1933 r. właśnie w Bad Saarow. Tamtejszy dom służył Schmelingowi do 1938 r., kiedy wraz z Anną opuścili okolice Berlina. Główną przyczyną była przegrana walka i narastanie nazizmu.

Pomorski azyl boksera i aktorki

Ondra i Schmeling źle znosili celebrycki klimat Bad Saarow. Osoby pamiętające Schmelinga wspominały, że nie afiszowali się, bardzo dbając o swoją prywatność i źle znosząc próby jej zakłócenia. Klimat podberlińskiego kurortu i coraz trudniejsza sytuacja towarzyska zmusiła parę do poszukiwań nowego lokum. Mniej więcej pomiędzy walkami z Joe Louisem, Schmeling i Ondra zdecydowali, że będzie ono oddalone od Berlina, dając im ciszę i azyl. Wybór padł na niewielką, zagubioną w lasach miejscowość Ponickel – dzisiaj to kaszubska Ponikła, położona na Pojezierzu Bytowskim na Pomorzu, oddalona 20 kilometrów od Miastka.

CZYTAJ TAKŻE: Elbląg, którego nie ma. Przed wojną to hanzeatyckie miasto porównywano do Lubeki [ZDJĘCIA]

Małżeństwo kupiło majątek już w 1937 r. Z początku przebywała tu głównie Ondra, która zaczęła oddalać się od berlińskich elit. Schmeling bywał tu intensywnie od roku 1938 – po przegranej z Joe Louisem i sprzedaży domu w Bad Saarow. Ponikła nie była jedyną nieruchomością posiadaną przez Schmelinga w okolicach Miastka. Można nawet przyjąć, że jej zakup był wypadkową wcześniejszych pomorskich pobytów tej pary. Jeszcze w czasach Baad Saarow Schmeling nabył tu niewielki domek letniskowy nad Jeziorem Bobięcińskim Wielkim, znajdującym się dziś w gminie Miastko. Wypoczywając nad okazałym jeziorem, trafił do odległej o 34 kilometry Ponikły i postanowił tu pozostać.

Dwór, stawy i jelenie

Kilkusethektarowy majątek z ogromnymi terenami leśnymi pozwalał Maxowi oddawać się ulubionej pasji – łowiectwu. Należący do niego piętrowy dwór miał poddasze o klasycyzującej, XIX-wiecznej formie architektonicznej oraz wysoki ganek. Po obu stronach ganku rosły kilkudziesięcioletnie drzewa, przed nim znajdował się ozdobny zieleniec. Po lewej stronie dworu stał piętrowy budynek gospodarczy z czerwonej cegły, którego funkcją było magazynowanie mięsa i płodów rolnych. Tutaj miało znajdować się niewielkie, wyłożone kaflami i terakotą pomieszczenie, które miało służyć Schmelingowi za salę ćwiczeń. Do dziś zachowały się w nim częściowo ceramiczne posadzki oraz resztki wykładziny ścian. Z relacji mieszkańca wsi, Leszka Solińskiego, którego rodzina mieszka w Ponikle od końca wojny, pomieszczenie, które typowano na salę gimnastyczną, było de facto czymś innym – ubojnią i miejscem parcelacji zwierząt. Być może Schmeling mógł tu boksować, wykorzystując zachowany do dziś w suficie hak. Nie było to jednak łatwe na śliskich kaflach. Intensywny ruch mógł się w tym miejscu zakończyć kontuzją.

Przez siedem lat pobytu w Ponikle małżeństwo przebudowywało i modernizowało folwark. Oprócz zwierząt gospodarskich Max hodował, w specjalnie stworzonej na ten cel nowoczesnej infrastrukturze, także zwierzęta futerkowe. Z czasem założył hodowlę jeleni szlachetnych. Na archiwalnych zdjęciach widać pięściarza pozującego przy inwentarzu i na schodach dworu. Zachowały się także fotografie dokumentujące udział gwiazdora w dożynkach i innych ważnych imprezach w regionie. Uczestniczył w nich prawie zawsze z żoną.

Schmeling i Ondra byli osobami niezwykle towarzyskimi, ale berlińskie salony zamienili na Miastko i Słupsk, do których Schmeling dojeżdżał na rowerze (20 km i 60 km), a także często odwiedzaną w sezonie letnim Łebę.

Małżeństwo Schmelingów opuściło Ponikłę wczesną wiosną 1945 r. Przed wyjazdem Schmeling wypuścił na wolność jelenie i zwierzęta futerkowe.

24 kwietnia zanotowano pobyt gwiazdorskiej pary w Friedrichbergu w Szlezwiku-Holsztynie, gdzie przebywali ponad tydzień w oczekiwaniu na transfer na wyspę Sylt. Po wojnie zamieszkali w Hamburgu, a ich pomorski majątek, który z taką pasją i nakładem środków rozwijali, przekształcony został w PGR. W latach 70. XX wieku zbudowano tam nowe obiekty gospodarcze, 10 lat później zburzono dwór. Zupełnie niepotrzebnie, bo był w niezłym stanie i nadal mieszkały w nim trzy rodziny, które zostały wykwaterowane. Niedługo potem rozwiązano PGR i zniszczono starą infrastrukturę gospodarczą.

Za chwilę nie pozostanie żaden ślad

Dziś po majątku Schmelingów zostały relikty pierwotnego układu zabudowy i kamienne pozostałości budynków gospodarczych. Chwasty nie zarosły jeszcze całkowicie częściowo brukowanego dziedzińca gospodarczego. Do dawnego dworu wchodzimy przez bramę z zachowanym słupkiem, noszącym ślady dewastacji. Po prawej stronie znajduje się – tak jak dawniej – spory staw z przepływającym przez niego strumykiem. Nadal stoją dorodne drzewa flankujące niegdyś wejście do pałacu. Po dworze została zarośnięta kupa gruzu. Obok stoi jedyny zachowany budynek dawnego folwarku: magazynek – ubojnia – sala gimnastyczna.

Dziś po majątku Schmelingów zostały relikty pierwotnego układu zabudowy i kamienne pozostałości budynków gospodarczychDziś po majątku Schmelingów zostały relikty pierwotnego układu zabudowy i kamienne pozostałości budynków gospodarczych .

Magazyn należy do prywatnego właściciela, który niegdyś poczynił tu spore inwestycje, wymieniając m.in. strop i dbając o klatkę schodową. Dziś, pozostawiony bez opieki, zamienia się ponownie w ruinę.

CZYTAJ TAKŻE: Najtragiczniejszy gdański tydzień wielkanocny. "Ludzie z palącego się kościoła już nie wyszli"

Jak wspominają okoliczni mieszkańcy, do lat 80. Schmeling regularnie bywał w Ponikle, z którą czuł się mocno związany. Najpierw próbował zapobiec zburzeniu pałacu. Potem go kupić, wreszcie pomóc go odbudować. Na próżno. Działania pięściarza spotykały się z nieufnością mieszkańców obawiających się powrotu dawnego właściciela. Do dziś niewiele się zmieniło. Jedynym miejscem, w którym natkniemy się na informację, że tu mieszkał, jest niewielki obelisk na oddalonym od majątku leśnym cmentarzu, postawiony rok po śmierci boksera. Za kilka lat, kiedy w Ponikle rozpadnie się dawny magazynek, będzie on jedynym śladem po niezwykłej parze berlińskich celebrytów, którzy uciekli z Berlina aż tutaj, by szukać szczęścia i spokoju.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.