Naszemu czytelnikowi, który jest cudzoziemcem mieszkającym w Gdańsku [prosi o zachowanie anonimowości – red.], zdarzyła się na dniach nieprzyjemna sytuacja w Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim. Przejeżdżając obok PUW, przypomniał sobie, że ma do odebrania kartę pobytu dla córki. Pomyślał, że wstąpi do urzędu i spróbuje ją odebrać.

Mieszkam w Gdańsku od kilkunastu lat, mówię biegle po polsku

To, co się wydarzyło dalej, opisuje tak:

„Wchodzę do urzędu, kolejka ma początek, ale końca nie widać...

Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej