Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

27. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku miał wyglądać zupełnie inaczej.

Była godzina 20. Uczestnicy koncertu na Targu Węglowym zdążyli już włączyć latarki w telefonach, żeby wypuścić „światełko do nieba”. „Gdańsk jest szczodry. Gdańsk dzieli się dobrem. Gdańsk chce być miastem solidarności. Za to wszystko wam serdecznie dziękuję. Na ulicach, placach Gdańska wrzucaliście pieniądze, byliście wolontariuszami. To jest cudowny czas dzielenia się dobrem. Jesteście kochani. Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie. Dziękuję wam!” – zdążył powiedzieć prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Pochwalił się, że zebrał do puszki 5613,11 zł.

Rozpoczęło się odliczanie. Trzy, dwa, jeden... W niebo wystrzeliły race.

Kilka chwil po słowach Pawła Adamowicza 27-letni Stefan W., gdańszczanin, wszedł na scenę bocznymi schodami. Miał przy sobie podrobioną przepustkę dla dziennikarzy. Z wojskowym nożem o długości 14,5 cm w ręce mężczyzna podbiegł do prezydenta i zadał mu trzy ciosy – dwa w okolice serca oraz jeden w brzuch. Prezydent był bezbronny. Trzymał w dłoniach zimne ognie, uśmiechał się. Tuż po ataku złapał się za brzuch i usiadł na scenie. Po chwili już leżał. Stracił przytomność, w krótkim czasie stracił mnóstwo krwi.

Ochroniarze po 58 sekundach na scenie

Stefan W. biegał w tym czasie po scenie z podniesionymi w geście triumfu rękoma. Wymachiwał nożem. Po 25 sekundach od pierwszego ciosu wyrwał mikrofon prowadzącemu i zaczął wykrzykiwać: „Halo, halo, nazywam się Stefan W. Siedziałem niewinny w więzieniu. Platforma Obywatelska mnie torturowała. Dlatego właśnie zginął Adamowicz”.

Słowa nożownika potwierdzili świadkowie zdarzenia, słychać je na krążących w sieci licznych nagraniach z finału WOŚP w Gdańsku.

CZYTAJ TAKŻE: Gdańszczanie i gdańszczanki pogrążone w żałobie. Żegnają swojego prezydenta

Morderca, Stefan W. na scenie, kilka chwil po ataku na prezydenta miasta Pawła Adamowicza. Gdańsk, 13 stycznia 2019Morderca, Stefan W. na scenie, kilka chwil po ataku na prezydenta miasta Pawła Adamowicza. Gdańsk, 13 stycznia 2019 Fot. KFP / East News

Po 37 sekundach od ataku nożownika powalił na ziemię pracownik obsługi technicznej. 27-latek nie stawiał żadnego oporu – klęknął, po chwili się położył, dociśnięty kolanem przez technika. Drugi pracownik obsługi technicznej wyrwał mu nóż z dłoni. Po kilku godzinach narzędzie zbrodni trafiło do policyjnego laboratorium. Pracownicy firmy ochroniarskiej Tajfun wbiegli na scenę po 58 sekundach i przejęli sprawcę ataku na prezydenta Gdańska. Po upływie półtorej minuty wynieśli go ze sceny i oddali w ręce policji. Publiczność usłyszała, że koncert się skończył.

Reanimacja trwała 25 minut

Ludzie zaczęli się rozchodzić. Nawet ci, którzy stali tuż pod sceną, nie wiedzieli, co się wydarzyło. Z głośników rozległy się słowa: „Medyk! Medyk!”. Pierwszy ratownik medyczny pojawił się na scenie dokładnie po minucie i 17 sekundach od pierwszego ciosu zadanego przez nożownika. Rozpoczęła się dramatyczna walka o życie prezydenta Gdańska. Reanimacja trwała 25 minut. Na miejscu, pod sceną, gdzie jeszcze kilka minut wcześniej stał Paweł Adamowicz, stały trzy karetki pogotowia. Jedna z nich zabrała prezydenta do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego do Centrum Medycyny Inwazyjnej.

Tam w poniedziałek Paweł Adamowicz zmarł.

Sprawcy grozi dożywocie

W poniedziałek gdańska prokuratura okręgowa przesłuchała Stefana W. Po informacji o śmierci prezydenta śledczy zmienili zarzut dla 27-latka z usiłowania zabójstwa na zabójstwo dokonane „z motywu zasługującego na szczególne potępienie”. Sprawcy grozi kara dożywocia.

– Nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył obszerne wyjaśnienia, które teraz wymagać będą weryfikacji. Na tym etapie śledztwa nie będziemy odnosić się do treści złożonych wyjaśnień – poinformowała prok. Grażyna Wawryniuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Po przesłuchaniu adwokat Stefana W. powiedział dziennikarzom, że jego klient nie wyjaśnił, w jaki sposób dostał się na scenę. Stwierdził natomiast, że kontakt z nim był „utrudniony”.

Sąd na wniosek prokuratury aresztował Stefana W. na trzy miesiące.

W więzieniu był izolowany

W niedzielę po ataku na miejsce zdarzenia przyjechało pięciu prokuratorów, którzy podzielili się zadaniami. Jeden przydzielony został do przesłuchania podejrzanego, inny do przesłuchiwania świadków, kolejny do zabezpieczenia śladów biologicznych i narzędzia zbrodni.

– Równolegle inne czynności były realizowane w miejscu zamieszkania podejrzanego – mówiła prok. Wawryniuk.

Tam zabezpieczono różne przedmioty mogące przynieść dodatkowe informacje o szaleńcu, m.in. komputery i nośniki danych.

Przez niemal całą noc przesłuchano kilkudziesięciu świadków, m.in. członka ekipy technicznej, który jako pierwszy dobiegł do zamachowca i go obezwładnił.

Stefan W. nie spędził całej nocy w policyjnej celi zatrzymań. Doznał bowiem ataku drgawkowego i w asyście policjantów trafił na kilka godzin na gdański SOR. Szpitalne badania wykazały, że nie był pod wpływem alkoholu ani narkotyków. Potem został zabrany na konsultację psychiatryczną. W przeszłości miał się leczyć psychiatrycznie, także w trakcie odbywania kary więzienia za napady na banki (od czerwca 2013 r. do 8 grudnia 2018 r.). W czasie odsiadki, właśnie z uwagi na schorzenia psychiczne, miał być wielokrotnie izolowany od reszty więźniów.

„Sprawca może być niepoczytalny”

W poniedziałek do południa Stefan W. został konwojowany na przesłuchanie do Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Konferencję prasową w Prokuraturze Krajowej zorganizował też Zbigniew Ziobro.

– W tej sprawie jesteśmy wszyscy z panem prezydentem i jego rodziną. Naszą i moją rolą jest zapewnienie, żeby w tej sprawie było prowadzone rzetelne śledztwo. Powierzyłem to śledztwo prok. Sierakowi [Krzysztof Sierak to zastępca prok. generalnego], który – można powiedzieć – prawie non stop jest w kontakcie z prokuratorami regionalnymi w Gdańsku – mówił min. Ziobro.

Krzysztof Sierak dodał, że sprawca może być niepoczytalny. Prokuratura powoła biegłych, którzy sprawdzą m.in. zawartość sprzętu komputerowego. W laboratorium przebadana zostanie także krew sprawcy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.