Maciej Sandecki: Pamięta pan swój pierwszy kontakt z księdzem Henrykiem Jankowskim?

Bogdan Borusewicz: - Pierwszy raz zobaczyłem go na mszy podczas strajku w stoczni w 1980 roku. Wtedy dowiedziałem się, że taki ksiądz istnieje. Ta msza to był mój pomysł. Opowiem, jak do niej doszło, bo to ciekawa historia. Msza odbyła się w pierwszą niedzielę, po tym jak w stoczni było tylko 300 osób, kiedy strajk przechodził kryzys. Trzeba było coś wymyślić, żeby go wzmocnić. Msza to był dobry pomysł, bo czułem, że strajkujący się boją, że powtórzy się Grudzień ‘70, i jest potrzeba, aby ich wzmocnić psychicznie.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej