Pieniądze z Unii pozwoliły wybudować drogi i tunele, ale nie poprawiły konkurencyjności transportu zbiorowego. Carsharing jest dla miasta korzystny wtedy, gdy dowozi mieszkańców do węzłów przesiadkowych. Komunikację przyszłości będzie determinować demografia. To wnioski z debaty "Wyborczej" o transporcie przyszłości.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O tym, jak będzie wyglądał transport w miastach jutra, rozmawiali eksperci podczas organizowanej przez „Wyborczą” dwudniowej konferencji „W kierunku spójnej Europy. 15 lat integracji, 15 lat przyspieszonego rozwoju miast”.

W debacie udział wzięli Michał Beim (Instytut Sobieskiego), Marta Gibczyńska (FRAG), Piotr Grzelak (zastępca prezydenta Gdańska ds. planowania przestrzennego), Konrad Karpiński (dyrektor operacyjny Traficar).

Zachłysnęliśmy się drogami. Najwyższy czas na zmianę

Prowadzący debatę zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej Trójmiasto” Michał Jamroż rozpoczął pytaniem, jak przez 15 lat zmieniły się polskie miasta i czy dobrze wykorzystały szansę, jaką dały środki unijne.

Zdaniem Michała Beima fundusze rzeczywiście pozwoliły nadrobić niedobór inwestycyjny sieci transportowej. – Udało się dociągnąć sieć infrastruktury transportowej do osiedli, które powstawały kilkanaście, kilkadziesiąt lat wcześniej. To duży sukces. Udało się zmodernizować transport pod względem dostosowania do różnych standardów np. dostępność dla osób niepełnosprawnych; lepiej wykorzystywać tabor i zarządzać informacją. Bardzo niepokojący jest fakt, że fundusze stanowiły wytrych dla pozyskania środków niekoniecznie dla celów, dla których były przeznaczone.

Jako negatywny przykład podawał, że budowy linii tramwajowych stawały się pretekstem, żeby wybudować i poszerzać drogi. – A cel, który był przewidziany w funduszach unijnych: poprawa konkurencyjności transportu zbiorowego ,nie został osiągnięty – mówił ekspert.

Z Bejmem zgodziła się Marta Gibczyńska. – Diabeł tkwi w szczegółach – mówiła aktywistka z FRAG-u. – Przez 15 lat nadrabialiśmy kilkudziesięcioletnie straty w stosunku do Europy Zachodniej. Musieliśmy przejść chorobę wieku dziecięcego z zachłyśnięciem się drogami, swobodą transportu indywidualnego. Transport jest tylko jedną ze składowych planowania przestrzennego. Wnioski, które musimy wyciągnąć z tego mocnego rozwoju, to przede wszystkim odwrócenie trendu – żebyśmy nie podążali tylko drogą ukierunkowania na transport indywidualny. Zrobiliśmy bardzo dużo, drogi były i są potrzebne. Czas na refleksję i zmianę paradygmatu, tak jak to się dzieje na Zachodzie.

Z kolei Piotr Grzelak ostatnie 15 lat nazwał „ogromnym sukcesem”. – I nie chodzi tylko o infrastrukturę, bo to widzimy, ale o nasze głowy.  Do czasu wejścia do Unii Europejskiej, do czasu Euro 2012 mieliśmy kompleks II RP. Nie potępiałbym z góry inwestycji drogowych. Drobny przykład to układ drogowy, który powstał w Gdańsku z tunelem pod Martwą Wisłą, daje potencjał, żeby uspokoić ruch na Dolnym Tarasie. Dzięki temu o 20 proc. spadło natężenie samochodów na głównym ciągu – tłumaczył.

Od lewej: Piotr Grzelak i Konrad Karpiński
Od lewej: Piotr Grzelak i Konrad Karpiński  Gazeta Wyborcza

Konrad Karpiński: – Polska w Unii Europejskiej to nie tylko drogi, inwestycje. Tak naprawdę zaczęły pojawiać się w Polsce nowe sposoby przemieszczania po mieście. W Gdańsku, Krakowie, Warszawie setki, tysiące ludzi korzystają z rowerów. Pojawiły się skutery, samochody obsługiwane za pomocą aplikacji. To, co kiedyś było dostępne tylko u naszych zachodnich sąsiadów, znajduje się u nas. Mamy Ubera, MyTaxi, carsharing, hulajnogi. Dzisiaj młodzi nie chcą posiadać, tylko współdzielić. Tak jak współdzielą od lat transport miejski.

Auta na minuty

Prelegenci mówili też o samochodach współdzielonych. W sierpniu 2017 r. Gdańsk, Gdynia, Sopot, Pruszcz Gdański, Reda, Rumia i Wejherowo oraz przedstawiciele firm oferujących auta na minuty, podpisali list intencyjny w sprawie uruchomienia carsharingu na terenie metropolii.

– Gdynia zaproponowała niższe ceny za parkowanie, a Gdańsk nic. Sopot od razu powiedział, że nic nie da, pozostałe gminy chciały, ale patrzyły na tych największych. Nie mówię tego z wyrzutem, mówię o braku konsekwencji – wspominał Karpiński.

– To, co pan nazywa brakiem konsekwencji, ja nazywam konsekwencją – odpowiadał Grzelak. – Bardzo chętnie będziemy wspierali carsharing, ale taki, który służy naszym celom transportowym. Od samego początku mówiliśmy, że dla nas taki carsharing jest pozytywny, który doprowadza do węzłów przesiadkowych. Jeżeli moglibyśmy w jakiś sposób premiować tego typu zachowania, taki carsharing będziemy wprowadzali. 

W ECS-ie dyskutowano też o danych, którymi dysponują firmy oferujące samochody współdzielone. Dane o tym, w jaki sposób przemieszczają się mieszkańcy, mogłyby pomóc włodarzom Gdańska w planowaniu systemu transportowego miasta.

– Dlaczego Gdańsk nie występuje o te dane? Carsharing wchodzi w te „dziury”, gdzie nie wchodzi komunikacja miejska – mówiła Marta Gibczyńska.

Piotr Grzelak odpowiadał: – W trakcie negocjacji rozmawialiśmy o tym, że carsharing jest w posiadaniu danych. Trzeba mieć świadomość, że firmy carsharingowe nie mają interesu, by je udostępniać. A my jako miasto nie mamy przełożenia prawnego, żeby czegoś takiego wymagać. Byłoby to dla nas cenne, dziś np. w oparciu o dane z Tristara budujemy własne modele transportowe.

Karpiński powoływał się na przykład Poznania. – Tam miasto zaoferowało: dajcie nam dane, pokażcie, jak przemieszają się samochody, a damy wam za darmo strefy parkowania i 200 przeznaczonych dla was miejsc. Te miejsca zostały wskazane przy węzłach przesiadkowych, galeriach.

Zrównoważony transport. Ulice dla pieszych

Na koniec debaty prelegenci odpowiadali na pytanie, jak będzie wyglądał transport jutra w polskich miastach.

Michał Bejm zwracał uwagę, że będzie determinowany demografią. – Dochodzimy do punktu, kiedy następuje przesycenie samochodami. Polepsza się oferta transportu, pojawiają się carsharing, carpooling (wspólne podróże). Z drugiej strony mamy starzenie się społeczeństwa, część z tych ofert będzie dla wielu grup niedostępna ze względów zdrowotnych. 

Wiceprezydent Gdańska Piotr Grzelak: – Uważam, że nie posprzątaliśmy teraźniejszości. Rozwiązania, które dziś się pojawiają, wykraczają daleko poza rozwiązania prawne, które dziś posiadamy.

Z kolei Karpiński opowiadał, jak już dzisiaj coraz więcej firm nie jest w stanie zapewnić pracownikom miejsc postojowych i utrzymywać wielkich flot samochodów, sięgają po samochody współdzielone. 

– Myślmy strategicznie, nie na pięć lat, ale na pokolenia. Czy to będą samochody, czy autobusy autonomiczne, hulajnogi – nie ma znaczenia, bo to tylko narzędzie. Jeżeli chcemy zrównoważonego transportu, tego, żeby pieszy był równouprawnionym uczestnikiem ruchu drogowego, to nam nikt tego nie wyczaruje, musimy sami to zaplanować – mówiła aktywistka z FRAG-u.

___

Konferencja organizowana przez think tank Przyszłość Jest Teraz

Projekt „Future is Now – Przyszłość jest teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Jarosław Kurski poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Powiedzieli, co wiedzieli. Panie Grzelak, skoro dzięki prawie miliardowi złotych włożonemu w tunel pod Martwą Wisłą 20% mniej samochodów wybiera przejazd przez centrum, to jakie z tego są korzyści dla niezmotoryzowanej części społeczeństwa? Ile od czasu oddania tunelu powstało na tym ciągu (głównomiejskim) rozwiązań dających priorytet komunikacji zbiorowej, rowerowej albo pieszej? Czy na Hucisku zwiększono priorytet dla tramwajów kosztem samochodów? Nie. Czy powstało przejście naziemne przy Dworcu Głównym, Bramie Wyżynnej, czy odtworzono zlikwidowane przejście przy teatrze Miniatura? Nie. Czy zwężono przewymiarowaną teraz jezdnię Wałów Jagiellońskich i utworzono park albo pasy zieleni? Nie. Czy ucywilizowano estakadę oddzielającą Główne od Dolnego miasta? Nie.
    Skoro Wam na tym nie zależy, to przestańcie wycierać sobie gęby sloganami o komunikacji zbiorowej, mieście małych odległości itp. Parafrazując znaną scenę z filmu Va Banque, zdecydowanie bardziej fair byłoby kraść jako złodziej par excellance, nie uważa Pan?
    już oceniałe(a)ś
    6
    0
    'Jeżeli chcemy zrównoważonego transportu, tego, żeby pieszy był równouprawnionym uczestnikiem ruchu drogowego, to nam nikt tego nie wyczaruje, musimy sami to zaplanować '? mówiła aktywistka z FRAG-u.

    Transport zrównoważony (modne sformułowanie) to jest teraz - mniej więcej po połowie rozklada się ilość ludzi jeżdżących samochodami i korzystających z komunikacji zbiorowej. Do tego kazdy z nich jest pieszym ktory jest (surprise, surprise) równouprawniony - ma równe prawa.
    Ma swoje zebry, przejścia, na zielonym idzie, na czerwonym stoi, na przejściu i w okolicach ma pierwszeństwo...

    To co proponują aktywiści to transport nie równoważny - samochodu out, wszyscy do autobusu, pieszy może wszystko, kierowca nie moze nic...
    Wszedzie zebry, walczycie o wprowadzenie przepisu ze trzeba hamowac jak sie potencjalnego pieszego zobaczy w okolicach przejścia (a jak to w praktyce mierzyć? Kiedy jest daleko od przejścia a kiedy już na tyle blisko ze mam się zatrzymywać), chcecie montować prigi zwalniajace, 'podwyższać skrzyzowania', likwidować przejazdy bezkolizyjne (wiadukt wam sie nie podoba przy centralnym), zwężać, blokować, nakładać kary, itd, itp...

    Powoli robicie z tego tematu religię. Demonizujecie transport indywidualny jakby był przyczyną calego zła w społeczeństwie.
    Puknijcie się w te puste łby...
    @fingeer
    Przed moim domem "uspokojono" ruch. Dawniej było cicho, spokojnie, samochody leniwie toczyły się wąską ulicą. Sąsiadce to przeszkadzało, więc poruszyła niebo i ziemię żeby zamontowali progi spowalniające i dopiero się zaczęło - ciągły ryk silników, wibracje od podskakujących ciężarówek, hałas, spaliny. Nie można ze starszą osobą normalnie pojechać do lekarza, bo progi są tak wielkie i niebezpieczne, że przejazd przez nie z prędkością większą niż 0.5km/h grozi uszkodzeniem zawieszenia i obrażeniami dla kierowcy i pasażerów.
    Dlaczego niektórzy tak nienawidzą samochodów i robią wszystko żeby zniszczyć życie osobom nimi podróżującymi?
    już oceniałe(a)ś
    1
    2