Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W Europejskim Centrum Solidarności trwa dwudniowa konferencja "W kierunku spójnej Europy", której organizatorami są think tank "Gazety Wyborczej" "Przyszłość Jest Teraz" oraz "Front Europejski".

Sobotnią odsłonę naszej konferencji otworzył panel zatytułowany „Cel – zero emisji. Jak wykorzystać fundusze europejskie do poprawy jakości powietrza w miastach?", którą poprowadził Krzysztof Romański z „Gazety Wyborczej Trójmiasto".

Głos zabrali: Piotr Borawski, zastępca prezydenta Gdańska ds. przedsiębiorczości i ochrony klimatu, Sebastian Nowicki z firmy Pelixar SA oraz Karol Spieglanin z Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej.

Dlaczego wciąż jest tak tragicznie?

Krzysztof Romański zaczął dyskusję od jakości trójmiejskiego powietrza. Na tle reszty kraju wypadamy całkiem nieźle, ale w dużej części to zasługa nadmorskiego położenia, a nie urzędniczej zapobiegliwości. Bo późną jesienią lub zimą wystarczy bezwietrzna pogoda, a mit o „Wybrzeżu wolnym od smogu” pęka jak bańka mydlana.

– Czemu wciąż jest tak tragicznie? – pytał nasz redakcyjny kolega.

MARTYNA NIEĆKO

– Przespaliśmy ostatnie 15 lat – przyznał Piotr Borawski, zastępca prezydenta Gdańska ds. przedsiębiorczości i ochrony klimatu. – Politycy chcieli w pierwszej kolejności rozwiązać problemy, które najbardziej paliły nasze społeczeństwo: wysokie bezrobocie, zacofana infrastruktura, niska stopa ekonomiczna. To naturalna sprawa. Ale powoli odchodzimy od lania betonu na rzecz klimatu. Czyste powietrze jest jedną z najistotniejszych potrzeb.

Zdaniem Sebastiana Nowickiego przyzwolenie Polaków na smog sięga jeszcze lat 70. XX w. – Od PRL-u byliśmy przyzwyczajeni, że zimą powietrze jest kiepskie. Zakłady energetyczne mocno kopciły, samochody nie miały odpowiednich filtrów, jakość spalania w pojazdach mechanicznych była kiepska – ocenił przedsiębiorca. Dodał, że zmiana naszego podejścia do czystego powietrza to zasługa ruchów miejskich: – Nagle się okazało, że jest zjawisko, z którego skali nie zdawaliśmy sobie sprawy. A czyste powietrze to takie samo dobro jak czysta woda. Zaczęliśmy od podstaw: inwestowaliśmy w infrastrukturę, by żyło się lepiej. Teraz zwracamy uwagę na smog. To jest rozwój cywilizacyjny.

Karol Spieglanin był bardziej ostrożny w wyciąganiu optymistycznych wniosków. Zauważył, że Polska wciąż stawia na przestarzałe surowce, blokuje rozwój nowych, zielonych technologii, a „kopciuchy” nadal są w sprzedaży, chociaż są współodpowiedzialne za trucie środowiska. – Mam wrażenie, że wciąż śpimy – tłumaczył. – Zarzucano nam, że społeczne czujniki zanieczyszczenia powietrza, które kupiliśmy za 1,5 tys. zł i zamontowaliśmy w Gdańsku, nie są tak dokładne jak te profesjonalne za 150 tys. zł. Fakt, one mają tylko dwie diody: zieloną, gdy powietrze jest czyste, oraz czerwoną, gdy normy zostały przekroczone. Ale dla moich płuc nie ma to większego znaczenia.

Marchewka nie wystarczy, potrzebujemy kija

Na pytanie Romańskiego, jakie instrumenty mają urzędnicy, aby walczyć ze smogiem, Borawski wyliczał: – Przyłączamy do miejskiej sieci ciepłowniczej kolejne domy – przez ostatnie dwa lata było ich około 30 tys. Dopłacamy do wymiany „kopciuchów". Ale oprócz marchewki są potrzebne także kije.

ZOBACZ TAKŻE: Rozwój gospodarczy kontra mowa nienawiści

Co miał na myśli? Prezydent zamierza powołać w straży miejskiej komórkę odpowiedzialną za ekologię. Municypalni dostaną nowy sprzęt i pojadą na szkolenia do Krakowa i Warszawy – czyli do gmin przodujących w walce ze smogiem.

Romański zauważył, że w Krakowie średnia wysokość mandatu za palenie śmieciami w piecu wynosi ok. 135 zł. – Czy taki rzeczywiście kij jest użyteczny? Mam wątpliwości – dociekał.

– Nie. Mamy dużo do zrobienia w tym zakresie – przyznał Borawski.

Według Nowickiego nic tak nie motywuje jak poczucie wstydu: – Jeśli straż miejska zjawia się na osiedlu z dronem, to natychmiast wokół smrodzącego domu zbiegają się sąsiedzi. Wysoki mandat i presja społeczna mogą wiele zdziałać w walce z kopciuchami.

Spieglanin przywołał statystki: w 2017 r. w Krakowie straż miejska wykonała ponad 9 tys. kontroli grzewczych, w Gdańsku – tylko pół tysiąca. Niewiele lepiej wygląda u nas ilość dopłat na wymianę przestarzałych pieców. Dwa lata temu z takiej możliwości skorzystało 200 osób, w Krakowie – aż 6 tys.

"Ograniczyć liczbę parkingów"

Na koniec Romański zapytał gości, jak transport publiczny i urbanistyka mogą pomóc w poprawie jakości powietrza. Zdaniem Borawskiego w najbliższej przyszłości Gdańsk czeka „nieubłagany rozwój płatnych stref parkingowych” oraz wprowadzenie „zielonych stref” dla aut o niskiej emisji dwutlenku węgla.

Spieglanin dodał, że na tysiąc mieszkańców Gdańska przypada 570 samochodów osobowych (w Berlinie to zaledwie 300). – Władze miasta muszą zrobić wszystko, aby ten wskaźnik zaczął maleć. Dlatego ludzie potrzebują sprawnej komunikacji publicznej. Muszą mieć blisko do przystanku, autobusy muszą przyjeżdżać na czas i na czas dowozić do pracy. I – czy komuś to się podoba, czy nie – ograniczyć liczbę parkingów - mówił.

___

Konferencja organizowana przez think tank Przyszłość Jest Teraz

Projekt „Future is Now – Przyszłość jest teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.