Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Anna Dobiegała: – Od czego zaczęły się prace przy muralu „Kobiety wolności”?

Anna Eichler: – Pomysł narodził się w gdańskiej PKM, ale wtedy dotyczył tylko kilku kobiet. Kiedy zobaczyłam obiekt, na którym miał powstać, od razu wiedziałam, że moja koncepcja będzie znacznie szersza i nie ma co się ograniczać – tych kobiet było z pięć milionów, i każda była ważna, pokażmy ich cały tłum! Perspektywa filarów zainspirowała mnie do stworzenia obrazu tłumu w wielu planach, stąd na początkowym jest tylko kilka postaci, a potem ich liczba wzrasta i tłum się zagęszcza. To ogromne założenie, więc zapytałam Sabinę, czy nie porysowałaby ze mną i tak zaczęłyśmy nad nim pracować w oparciu o materiały archiwalne, zdjęcia udostępnione nam przez bohaterki i ich rodziny, czy fotografów z tamtego czasu. Było kilka zdjęć, które nas zachwyciły – były nieopisane, jeszcze nie wiedziałyśmy, kto jest na zdjęciu, ale już włączyłyśmy je do projektu, bo po prostu było w nich coś takiego, że musiałyśmy je mieć. Czas realizacji był krótki, było bardzo mało czasu na dotarcie do bohaterek, w idealnym świecie miałybyśmy dwa lata na research, ale ludzie zaangażowani w projekt zrobili naprawdę wszystko, by jak najbardziej go rozwinąć w tak krótkim czasie. W niektórych przypadkach dziewczyny, kobiety pozostały anonimowe.

Prace przy muralu 'Kobiety wolności' na przęsłach przystanku PKM Gdańsk StrzyżaPrace przy muralu 'Kobiety wolności' na przęsłach przystanku PKM Gdańsk Strzyża BARTOSZ BAŃKA

Sabina Twardowska: – Od długich rozmów, od ustalenia priorytetów. Od podziału obowiązków i wyznaczenia terminów. Praca bardzo zorganizowana!

Co do priorytetów, to bardzo szybko okazało się, że chcemy dokładnie tego samego: namalować mural o wszystkich kobietach, które związane były z ruchem „Solidarności”. To nie miała być laurka dla tych kilku kobiet, których nazwiska tak dobrze znamy. Nie. To miał być nasz wyraz szacunku i swego rodzaju „pamiętamy” dla nich wszystkich. Tych znanych, czołowych działaczek, tych mniej znanych i tych całkiem anonimowych, bo ilość pań zaangażowana w działania solidarnościowe jest ogromna! Poza tym ten obszar w ogóle utożsamia się głównie z mężczyznami i tych kilka nazwisk wytrychów jakby potwierdza tę regułę: kobiet tam prawie nie było. Otóż to nieprawda. Nasz mural dedykujemy im wszystkim i opisujemy panie imionami i nazwiskami.

Czy ludzie przychodzą podglądać was przy pracy?

A.E.: – Przychodzą. Robią zdjęcia. Czasami z nami rozmawiają. Pytają, czy wiemy, kogo malujemy. Czasami milczą ze łzami w oczach. Czasami mówią: To moja mama. Z bohaterek odwiedziła nas pani Bożena Rybicka i na pewno jeszcze do nas wróci, kiedy będzie już namalowana. Wpadła też Ula Ściubeł, która pracowała w Stoczni i też będzie na naszym muralu, bo w naszym tłumie oprócz znanych opozycjonistek będą też zwykłe dziewczyny ze Stoczni – w końcu tam się wszystko zaczęło.

Przy każdym muralu trudno jest was odkleić od ściany, czy ten jest dla was szczególny?

A.E.: – Jesteśmy malarkami, uwielbiamy to robić, generalnie zawsze w ekipie znajdą się takie dziewczyny, które póki jest światło, są po prostu nie do ruszenia. Przerwa na obiad? Lokalna pizzeria już wie, gdzie nas szukać. Po co gdzieś chodzić i tracić światło, jeśli obiad może przyjść do nas. Oczywiście, robimy sobie przerwy – odchodzimy od muralu, patrzymy, czy jest dobrze, dyskutujemy, ustalamy dalszy plan działania. Ale ten mural jest wyjątkowy, czujemy, jak bardzo jest ważny, jak aktualny i istotny jest problem wygumkowywania kobiet z historii i że każde pociągnięcie pędzla w jakiś sposób je przywraca, chociażby przez to, że ludzie pytają „A to kto?”, a my im odpowiadamy.

Wcześniej malowałyście murale z postaciami kobiet, które już nie żyją – Kora, Wanda Rutkiewicz. Jak to jest, kiedy postaci, które malujecie żyją?

S.T.: – Projektowanie ilustracji czy malowanie o żyjącej postaci to spore wyzwanie, ale tu znowu, na pewno u mnie, pojawia się wielka radość, że mam okazję mówić o kimś, kto to zobaczy. Tu i teraz. Kto zobaczy siebie moimi oczami, kto – mam nadzieję – dowie się jak ważny jest dla mnie i że widzę go inaczej niż tylko przez pryzmat czarno-białych fotografii. Jest stres, że osoba portretowana może się w tych moich oczach zobaczyć nie tak, jak by chciała, ale cóż, to ryzyko wpisane w tego rodzaju pracę. Kobiety, które razem malowałyśmy, stały się dla nas bardzo ważne – nie tylko z racji świadomości tego, co im zawdzięczamy – ale praca nad ich portretami wprowadziła do ich postrzegania pewien rodzaj intymności. Patrzyłyśmy na ich piękne twarze, na ich poważne, gniewne, smutne i roześmiane buzie i mówiłyśmy sobie: popatrz, takie jak my! Ciekawe, z czego się tutaj śmieją, zobacz, tutaj jest wrażenie jakby cały ten przykry czas ich nie dotyczył. To było bardzo ważne doświadczenie.

CZYTAJ TAKŻE: "Solidarność" ma twarz mężczyzny z wąsami. Mural "Kobiety Wolności" ma to zmienić

A.E.: – Myślę, że presja w obu przypadkach jest podobna. Kora czy Wanda Rutkiewicz to nie są osoby z zamierzchłej przeszłości, zawsze zostaje rodzina, przyjaciele, dla których ten wizerunek jest ogromnie ważny i wywołuje emocje i w nich i w nas. Z osobą żyjącą chyba jest łatwiej – zawsze w razie czego można z nią po prostu porozmawiać, prawda?

Prace przy muralu 'Kobiety wolności' na przęsłach przystanku PKM Gdańsk StrzyżaPrace przy muralu 'Kobiety wolności' na przęsłach przystanku PKM Gdańsk Strzyża BARTOSZ BAŃKA

Na jakim etapie są w tej chwili prace?

A.E.: – Malujemy filary, na których jednocześnie prowadzone są prace naprawcze. Kiedy skończą się prace przygotowawcze na przyczółku, postawimy tam rusztowanie i tam się przeniesiemy. To właśnie tam znajdzie się napis solidarycą „Kobiety Wolności”, zaprojektowany dla nas przez Jerzego Janiszewskiego dzięki finansowemu wsparciu prywatnych osób, które tak jak my uważają, że to hasło tym fontem naszym bohaterkom się po prostu należy.

Dlaczego mural jest lepszym pomysłem niż pomnik kobiet „Solidarności”?

S.T.: – Pomniki to relikty przeszłości, to taki sposób oddawania komuś czci czy wyrażania szacunku, który mi osobiście kojarzy się z grubą propagandą. Może to kwestia wysypu „sztuki pomnikowej” ostatnich lat i automatyczne odniesienia do stawiania pomników w czasach komuny. Zresztą za dużo tych pomników, statyczne hołdy dla jakichś odległych historycznie i światopoglądowo postaci. Mural to język współczesny. Wpuszcza do swojej struktury plakat, ilustrację, skrót, stylizację, lekkość. To taki sposób komunikowania czegoś w przestrzeni publicznej, który mówi: zobacz, dzisiaj o tym myślę, z perspektywy czasu, wiem jak o tym mówić, żeby nie było archaicznie. A to, że może zostać zamalowany? Nie szkodzi, tak mówi ulica.

.. .



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.