Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Anna Dobiegała: – Jakie to uczucie znaleźć się na muralu?

Bożena Rybicka-Grzywaczewska*: – Radość i wdzięczność.

Jak zapamiętała pani sobotę 16 sierpnia 1980 roku, kiedy trzy kobiety – Anna Walentynowicz, Alina Pienkowska i Ewa Ossowska – zamknęły bramy Stoczni Gdańskiej, by strajkujący robotnicy nie poszli do domów?

– Muszę przyznać, że akurat tego dnia dokładnie nie pamiętam. Przyszłam do Stoczni po godzinie 15. Została mi w pamięci nerwowość, chaos, zamieszanie. Najważniejsze symbole tego dnia, kobiety na wózkach akumulatorowych, utkwiły mi w pamięci ze zdjęć.

Zastanawiała się pani, dlaczego to Lech Wałęsa stał się twarzą ruchu robotniczego, a nie żadna z pięciu milionów kobiet „Solidarności”?

– Przywódca strajku nie został przecież wybrany w demokratycznych wyborach. Lech Wałęsa wziął na siebie odpowiedzialność za przywództwo. Stało się to spontanicznie, naturalnie i tak naprawdę nikt nie rozważał innej opcji. Nikt w tamtych czasach nie myślał o parytetach, nie wiem nawet, czy to określenie było wówczas używane. Podczas I Zjazdu NSZZ „Solidarność” został wybrany na przewodniczącego związku.

CZYTAJ TAKŻE: "Solidarność" ma twarz mężczyzny z wąsami. Mural "Kobiety wolności" ma to zmienić

Mural „Kobiety wolności” powstaje po 30 latach od transformacji. Nie żal, że nie wcześniej, kiedy żyły jeszcze te kobiety, które znajdą się na murze?

– Nie żal. Widać musiało minąć tyle czasu, aby kobiety uświadomiły sobie, jaką rolę odegrały w życiu społecznym. Same kobiety, po latach, zaczęły inaczej siebie postrzegać. I ja uważam, że od tego momentu rozpoczęła się debata o prawach kobiet i równości, w której wzięli udział również mężczyźni.

Dlaczego po 1989 roku niektórym kobietom „Solidarności” było tak bardzo nie po drodze?

– Myślę, że po 1989 roku kobiety oddały się pracy, pasji, działalności społecznej, tworzeniu domów i wychowywaniu dzieci. A dla tych, które zdecydowały się na udział w życiu publicznym, było miejsce. Zapewne były to bardzo trudne wybory. Czasami wręcza dramatyczne.

*Bożena Rybicka-Grzywaczewska jest ikoną „Solidarności”. Od drugiej połowy lat 70. działała w organizacjach opozycyjnych, brała udział w organizacji nielegalnych manifestacji rocznicowych Konstytucji 3 maja. W sierpniu 1980 roku brała udział w strajku w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Działała w NSZZ „Solidarność”, była osobistą sekretarką przywódcy związku Lecha Wałęsy. W czasie stanu wojennego ukrywała się przez kilka miesięcy. W latach 1984-1988 przebywała na emigracji we Francji. Po powrocie do kraju brała udział w założeniu Stowarzyszenia Pomocy Osobom Autystycznym oraz Stowarzyszenia Wspólny Dom. Na początku lat 90. stanęła na czele Gdańskiej Fundacji Dobroczynności.

„KOBIETY NA MURY” to akcja organizowana przez „Wysokie Obcasy”. W jej ramach powstał warszawski mural z wizerunkiem Kory. Ścienne malowidła pojawiły się w kolejnych miastach. We Wrocławiu odsłonięto mural Wandy Rutkiewicz, jednej z najsłynniejszych himalaistek świata. Zaprojektowała go Marta Frej. W Katowicach powstał mural z wizerunkiem doktor Jolanty Wadowskiej-Król, która ratowała dzieci przed ołowicą – był to projekt Andrzeja Wieteszki. Marta Frej zaprojektowała też mural w Rybniku z podobizną Lidii Grychtołówny, słynnej pianistki. W tym samym mieście odsłoniłyśmy już drugi mural: jest na nim Kozubka – legendarna rybnicka akuszerka.

.. .

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.