Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

* Prof. Ewa Łojkowska - profesor nauk biologicznych, członkini Rady Uniwersytetu Gdańskiego. Specjalizuje się w biotechnologii i ochronie roślin.

Paweł Wojciechowski: Na Uniwersytecie Gdańskim działa komisja do spraw społecznej odpowiedzialności nauki, której pani przewodniczy. Zajmujecie się m.in. kwestią równości kobiet. Czy problem nierówności płci jest obecny nawet w świecie akademickim?

Prof. Ewa Łojkowska: Uniwersytet Gdański, według rankingu uniwersytetu CWTS Leiden, zajmuje czwarte miejsce na świecie pod względem liczby publikacji, w których pierwszymi i/lub korespondencyjnymi autorami są kobiety. To bardzo dobry wynik, ponieważ w świecie nauki kobiety rzadziej niż mężczyźni są pierwszymi autorami publikacji, nieczęsto są też ostatnimi tzw. senior-autorami, czyli autorami korespondencyjnymi. Nazwisko na ostatniej pozycji w pracy naukowej to swego rodzaju logotyp, wskazuje naukowego mentora danej pracy. Właśnie pod tym kątem tworzony był wspomniany ranking. Cieszy fakt, że w Uniwersytecie Gdańskim i w polskiej nauce jest wiele kobiet, które pełnią funkcję mentorów naukowych. To w pewnym stopniu skutek jeszcze minionego systemu, mówiąc z przymrużeniem oka, etosu "kobiety pracującej". Niestety, jak wskazują analizy, kobiety chociaż uzyskują finansowanie podobnej jak mężczyźni liczby projektów, zwykle realizują projekty z mniejszym budżetem. Problem polega na tym, iż o ile wśród naukowców UG ze stopniem doktora mamy około 60 proc. kobiet, to procent ten zmniejsza się, gdy dochodzimy do poziomu habilitacji czy profesury (tylko 23 proc. stanowią kobiety).

Jak wygląda sytuacja kobiet na stanowiskach kierowniczych?

Wśród czterech prorektorów uniwersytetu jest tylko jedna kobieta. Jest 11 dziekanów, z czego też tylko jedna kobieta. Lepiej udział kobiet wygląda na niższych szczeblach władzy: mamy 18 kobiet wśród 33 prodziekanów.

Z czego to wynika?

Przede wszystkim, są to uwarunkowania kulturowe dotyczące m.in. kwestii wychowania kobiet.W naszym społeczeństwie tak się często składa, iż w momencie, kiedy w rekrutacji na stanowiska kierownicze do wyboru jest albo kobieta, albo mężczyzna, i kobieta nie ma znacząco wyższych kwalifikacji, to zwykle wybrany zostanie mężczyzna. Inny przykład, także uwarunkowany kulturowo. Jeśli do objęcia danego stanowiska w wymaganiach podaje się pięć kryteriów, i kobieta spełnia cztery, to zwykle nie składa aplikacji. Natomiast jeśli mężczyzna spełnia trzy wymagane kryteria, zgłasza swoją kandydaturę. Kobiety na uniwersytetach są dopiero od początku ubiegłego wieku. Ważne jest, aby stwarzać instytucjonalne warunki do tego, aby kobiety mogły lepiej i efektywniej rozwijać się i awansować na uczelniach wyższych.

W jaki sposób?

Dążymy do tego, aby w ramach działania wspomnianej wcześniej, a utworzonej zupełnie niedawno - w wyniku realizacji przez UG projektu STARBIOS Horyzont 2020 – komisji, wdrożyć w UG w najbliższym czasie tzw. Gender Equality Plan. Tego rodzaju programy obowiązują już w wielu europejskich uniwersytetach. Głównym założeniem jest dążenie do wyrównywania szans, tworzenie takich warunków rekrutacji na stanowiska, aby był wybór między kobietą a mężczyzną. Zależy nam, aby bardziej mobilizować panie do aplikowania na stanowiska kierownicze. Chcemy też zdiagnozować sytuację na uczelni, jeśli chodzi o zarobki badaczek i badaczy zajmujących te same stanowiska naukowe. W wielu krajach europejskich, także na uniwersytetach, w których wprowadzano plany wyrównywania szans płci, okazywało się, że zarobki kobiet są nawet o ok. 15 proc. niższe. To bardzo dużo! To oznacza, iż kobiety pracują za darmo około 2 miesięcy. Najnowsze analizy wykonane w UG wskazują, iż różnica w zarobkach na tych samych stanowiskach kształtuje się na poziomie około 7 proc. na korzyść mężczyzn. To lepiej niż średnia krajowa, ale musimy dążyć do uzyskiwania takich samych zarobków przez badaczki i badaczy zatrudnionych na tych samych stanowiskach. Naszym celem jest też stworzenie tak dla kobiet jak i mężczyzn wychowujących dzieci możliwości pracy na pół etatu lub pracy na odległość.

Kobiety dostrzegają podczas badań inne rzeczy niż mężczyźni?

Tak. Analizy na ten temat są prowadzone dopiero od kilku lat. Często spostrzeżenia te dotyczą badań nad chorobami kobiet, ale nie tylko. Na przykład pasy bezpieczeństwa instalowane w samochodach osobowych. To rozwiązania, które kompletnie nie uwzględniają kobiecej budowy ciała A już w szczególności kobiet w ciąży. Albo „crash” testy samochodów. Wykorzystywane w nich manekiny mają typowo męską budowę ciała. Amerykańskie statystyki wskazują, iż właśnie z tego powodu skutki wypadków drogowych są o 30 proc. groźniejsze. Badania nad symptomami zawału serca, również prowadzone były w oparciu o symptomy typowe dla organizmu mężczyzny. Skutek? Dużo mniej efektywne diagnozowanie tej choroby u kobiet.

Gwoli ścisłości, nie uważam, iż kobiety mają zdominować świat nauki. Ale powinna być zachowana równowaga. W zespołach badawczych jak i w innych zespołach pracowniczych najlepsza dla nauki jest różnorodność i równowaga.

Pani życiorys naukowy pokazuje, że można łączyć pracę z rodziną i odnosić imponujące sukcesy.

Zawsze powtarzam, że istotne jest wychowanie. W mojej rodzinie zarówno mama, jak i babcia od zawsze były aktywne zawodowo. Byłam zdeterminowana, aby rozwijać karierę naukową. Dużą zasługę w tym, że mi się udało, ma mój mąż. W 1986 roku, krótko po doktoracie, mając 7-letnią córkę idącą właśnie do pierwszej klasy, wyjechałam na roczny staż naukowy do jednego z najlepszych uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych, University of Wisconsin-Madison. Tam nauczyłam się bardzo dużo: prowadzenia badań, prezentacji ich wyników, pracy w zespole, ale też tego, że należy być dumnym z miejsca, w którym się pracuje. Z ludźmi poznanymi w Uniwersytecie w Madison, bądź z ich uczniami, współpracuję do dziś.

Na czym polegają badania zespołów, które pani prowadzi?

W ostatnich latach skupiam się w moich badaniach nad mechanizmami, które warunkują to, że bakterie są w stanie powodować choroby roślin i przełamywać naturalną odporność roślin.

W moim zespole pracujemy głównie nad chorobami bakteryjnymi ziemniaka. Naszym sukcesem jest opracowanie testu pozwalającego na jednoczesne wykrywanie i identyfikację trzech gatunków bakterii powodujących choroby ziemniaka, warzyw i roślin ozdobnych oraz opisanie populacji bakterii pektynolitycznych, które powodują choroby ziemniaka w Polsce i Europie. Dzięki prowadzonym badaniom opisaliśmy skład gatunkowy bakterii występujących w Polsce, poznaliśmy ich materiał genetyczny i „metody działania”. Warto zwrócić uwagę, że Zgromadzenie Ogólne ONZ proklamowało rok 2020 Międzynarodowym Rokiem Zdrowia Roślin. Teraz wszyscy jesteśmy skupieni na koronawirusie, ale choroby wirusowe czy bakteryjne roślin są nie mniej ważne niż choroby człowieka. W przypadku niektórych chorób efekty są tak duże, że powodują epidemie, na skutek których niszczone są całe plantacje. To z kolei może wpływać na lokalne lub mające szerszy zasięg załamania w gospodarce. Kolejny kierunek naszych badań obejmuje wykorzystanie tzw. zimnej plazmy do niszczenia bakterii, np. w wodach poprzemysłowych. Zajmujemy się również badaniem związków roślinnych, które mają właściwości przeciwnowotworowe czy antybakteryjne.

W pani zespołach pracują głównie kobiety?

Badaczki i badacze pracujący w moim zespole zajmują się biotechnologią i nowoczesną ochroną roślin od ponad dwudziestu lat. Spośród 20 wypromowanych przeze mnie doktorów, 19 to kobiety, trzy uczone uzyskały stopnie doktora habilitowanego i są obecnie profesorkami UG, troje moich kolejnych wychowanków habilituje się zapewne wkrótce. Pozostałe badaczki z sukcesami rozwijają karierę naukową w UG, GUMed, ale także w firmach biotechnologicznych w Polsce, Holandii, Danii, Wielkiej Brytanii.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.