Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dorota Karaś: Grupa Widzialna Ręka, której celem jest bezinteresowna pomoc w okresie epidemii koronawirusa, działa od tygodnia i liczy już ponad 91 tys. osób. Jak powstała? 

Filip Żulewski, twórca grupy Widzialna Ręka: Cel był prosty. W takim okresie jak teraz podskórnie zaczynamy odczuwać lęk. Widziałem to po ludziach, mi też szybko się to udzieliło. Zacząłem się zastanawiać, czy jestem w stanie zaoferować komuś pomóc lub do kogo mogę się o nią zwrócić. Pomyślałem, że warto założyć grupę, która udzielałaby sobie wsparcia. Chodziło mi o niewielki krąg osób, które mogą sobie zaufać. Stworzyłem prywatną grupę, ale moi znajomi zaczęli zapraszać swoich znajomych, w końcu zaczęli do nas dołączać ludzie z całej Polski. Zaproponowałem wtedy, żeby ludzie zakładali lokalne grupy w swoich miejscowościach.

Ile ich powstało do tej pory?

- Na pewno powyżej setki, ale trudno dokładnie powiedzieć - nie mam możliwości wyświetlenia więcej niż stu grup. Poprosiłem Facebooka o udostępnienie informacji, ile jest lokalnych grup, ale nawet oni mają problem z wygenerowaniem takiej listy.

Jakiej pomocy szukali ludzie na początku, a jakiej teraz? Czy potrzeby się zmieniają?

- To wciąż się zmienia, pojawiają się tematy nośne w danym momencie, one zapalają ludzi. Jednym z pierwszych problemów były obawy związane z pracą - ludzie na śmieciówkach, umowach-zleceniach, zaczęli się zastanawiać, co teraz. System spowodował, że z dnia na dzień wiele osób wylądowało z oszczędnościami na miesiąc. To od początku był duży problem, pojawiła się od razu podgrupa osób, które zaczęły się zastanawiać, jak sobie pomóc i co zrobić w momencie, gdy największy kryzys minie i trzeba będzie wrócić na rynek pracy. Ale są też oczywiście inne tematy. Ludzie zaczęli się zastanawiać, jak od strony technicznej rozwiązać kwestię pomocy osobom w kwarantannie. Każda grupa dokładała swoją cegiełkę i dzięki temu opracowaliśmy zasady, jak opiekować się osobami starszymi, jak dbać o zwierzęta domowe. Cały czas to uzupełniamy, bo sytuacja jest przecież dynamiczna, pojawiają się nowe tematy i potrzeby. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, że ludzie sami znajdują rozwiązania takich problemów.

Ludzie starsi nie korzystają z mediów społecznościowych, jak do nich docieracie?

- Zalecamy, żeby porozmawiać z najbliższymi sąsiadami, jeśli mamy z nimi kontakt. Można wywiesić kartkę, warto w niej podać numer mieszkania i telefonu, by ludzie wiedzieli, że nie jest to anonimowa osoba. Są gotowe wzory takich ogłoszeń, można też stworzyć swoje. Ogólnopolską grupą Widzialna Ręka administruje już 12 osób, zalecamy grupom lokalnym, żeby działały autonomicznie, wypracowywały własne kody, oczywiście trzymając się założenia, że pomoc jest bezinteresowna. Ważne, żeby było to działanie wspólnotowe, solidarne. Pomoc może być najprostsza - zakupy, leki, pójście do apteki, wyprowadzenie psa lub rozmowa przez telefon z osobą, która czuje się niepewnie lub potrzebuje wsparcia emocjonalnego.

Grupy Widzialna Ręka w Polsce i w EuropieGrupy Widzialna Ręka w Polsce i w Europie Fot. Widzialna Ręka

Jakiś post z grupy poruszył cię szczególnie w ostatnich dniach?

- Nie był to post, ale wiadomość od kolegi, który ma w domu ciężko chorą osobę, leczącą się onkologicznie, z możliwością przerzutu nowotworu. Nie może dostać maseczek, a te które są, osiągają zawrotne ceny. Ma przestój w pracy, nie zarabia, ale na maseczki musi pieniądze znaleźć. Problem w tym, że są spekulanci, którzy je kupili wcześniej, a teraz sprzedają je za gigantyczne sumy. Dla mnie płynie z tego smutny wniosek. Mówi się o tym, że koronawirus obejmie kilkadziesiąt procent społeczeństwa, trzy procent umrze, ale moja prognoza jest taka, że ten procent będzie jednak o wiele wyższy. Dużo więcej osób jest narażonych na śmierć przez to, że nie będzie miało odpowiedniej pomocy.

Co jest bardziej typowe dla Polaków w takiej sytuacji: chęć dorobienia się kosztem innych czy bezinteresowna pomoc?

- Polska przeszła różne zawirowania historyczne, w różnych okresach ludzie zarówno sobie pomagali, jak i spekulowali. Wydaje mi się, że w społeczeństwie, w którym wiele mówi się o indywidualnym zarabianiu na siebie, osiąganiu własnych, egoistycznych celów, takie postawy będą się niestety utrwalać. Trudno mi ocenić, co przeważy. Chciałbym, aby było jak najwięcej osób pomagających sobie nawzajem, ale zdaję sobie sprawę, że znajdą się też tacy, którzy będą chcieli się dorobić. Pokazują to nawet globalne zachowania głów państw - widać, jak politycy potrafią świetnie wykorzystać to, co się dzieje.

Wiadomo, kim są osoby działające w grupie Widzialna Ręka?

- Do tej pory nie miałem na to czasu, ale dziś sprawdziłem statystyki. 80 procent osób w grupie, która liczy ponad 90 tysięcy ludzi, to kobiety. Większość z nich ma około 35 lat, czyli są zapewne matkami. Chciałbym, żeby ludzie się zastanowili, kogo należy docenić w tym trudnym okresie.

Jest pan związany z Gdańskiem? Taką informację można przeczytać na Facebooku.

- To drobna zmyłka. Mieszkam i pochodzę z Warszawy, ale jestem wielkim fanem tego, żeby nie być warszawocentrycznym. Mam rodzinę w Gdańsku, od kilkunastu lat organizuję tutaj swoje urodziny i jestem związany z Trójmiastem.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.