Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Maciej Sandecki: Czy wydarzenia na Białorusi przypominają panu to, co działo się 40 lat temu - w sierpniu 1980 roku - w Stoczni Gdańskiej?

Bogdan Lis: Nie do końca. Bardziej mi to przypomina Grudzień 1970 roku na Wybrzeżu, oczywiście na dużo większą skalę. Podobieństwo do Grudnia 70. jest takie, że jest to autentyczny wybuch, rewolta społeczna, ale bez lidera i jasno określonych celów. Opozycja białoruska jest, niestety, słabo zorganizowana i nie proponuje społeczeństwu określonej wizji - co dalej. To, że Łukaszenka musi odejść, to wiadomo, ale jaki jest dalszy plan?

Czy uznajemy, że wybory wygrała Swietłana Cichanouska? Nie wiemy, jak w tym wszystkim ostatecznie zachowają się milicja, wojsko i służby.

Pan kiedyś szkolił białoruską opozycję z zasad walki i konspiracji. Przyniosło to efekt?

- Tak, kilkanaście lat temu na Ukrainie mieliśmy takie tajne spotkanie przy granicy z Białorusią. Nasi białoruscy koledzy nie mieli wtedy pojęcia, czym jest konspiracja. Na to tajne spotkanie przyjechali z aparatami fotograficznymi i telefonami i nie rozumieli, dlaczego przed spotkaniem kazałem im je zostawić przed wejściem. Nie rozumieli, że nie można dawać dyktatorskiej władzy pretekstów do aresztowania. Za głowę się łapałem!

BARTOSZ BAŃKA

Sytuacja opozycji białoruskiej jest trudniejsza niż nasza w sierpniu 1980 roku. Nie mają liderów, nie mają Kościoła, wokół którego mogą się skupić czy niezależnych instytucji. Nawet poczucie tożsamości narodowej jest w wielu kręgach bardzo słabe. Brak jest tej tej spójności społecznej, która była charakterystyczna dla nas w 1980 roku.

Gdy 40 lat temu w Polsce rodziła się Solidarność, to pomoc dla nas szła z całego świata. Teraz mam wrażenie, że nie potrafimy, nawet w Polsce, pomóc białoruskiej opozycji. Obecny związek zawodowy "Solidarność" ograniczył się jedynie do wydania stanowiska w sprawie wydarzeń w Białorusi.

- Bo trudno zorganizować pomoc, jak się nie ma partnera po drugiej stronie. "Solidarność" nie ma partnera na Białorusi w postaci niezależnego związku zawodowego. Gdyby miała, to prawdopodobnie mogłaby zrobić dużo więcej, np. zmobilizować Światową Konfederację Pracy i inne centrale związkowe na świecie do przekazania pomocy.

Trudno jest także organizować zbiórki pieniędzy, bo nie ma pewności czy one naprawdę trafią do represjonowanych opozycjonistów. Tam, niestety, nie ma na razie żadnych niezależnych od Łukaszenki instytucji.

Zwykli ludzie oczywiście popierają Białorusinów, co widać choćby w mediach społecznościowych. Warto to robić, warto organizować akcje poparcia, bo może to skłoni nasze władze i opinię światową do bardziej stanowczych kroków.

Nasz rząd robi za mało w sprawie wydarzeń na Białorusi? Co mógłby jeszcze zrobić?

- Bardzo wiele. Polski rząd akurat ma różne narzędzia presji na reżim Łukaszenki. Kilka dni temu białoruska milicja pobiła dotkliwie polskich dziennikarzy. W takiej sytuacji powinny być natychmiastowe i bardzo ostre reperkusje ze strony polskiego rządu, a tego nie widać.

Rząd polski powinien przede wszystkim zastanowić się, jak można uderzyć w Łukaszenkę, ale nie w ludzi. Na przykład w sprawach gospodarczych, handlowych. A po drugie mobilizować międzynarodową opinię publiczną. Nie może być tak, że te wydarzenia relacjonowane są tylko w Polsce i na Litwie. Cała Europa powinna być w tę sprawę obecnie zaangażowana.

A prezydent Duda? Też wydaje się w tej sprawie mało aktywny.

- Prezydent Duda jest w ogóle mało aktywny w sprawach rangi międzynarodowej, choć ma w tej dziedzinie konstytucyjne obowiązki. Najbardziej jest za to aktywny w kwestiach LGBT i to mnie nie dziwi. Ta jego mała aktywność w sprawie Białorusi idzie na jego konto.

Jak zakończą się te wydarzenia?

- Trudno prorokować. Opozycja nie ma lidera i jasno określonych celów. Chyba najbardziej prawdopodobny jest obecnie scenariusz rumuński, czyli przewrót, w którym władzę przejmie wojsko i służby. W Rumunii w 1989 roku też nie było lidera, który by to pociągnął.

Jeśli natomiast skończy się to tak tragicznie jak polski Grudzień 70., to na pewno będzie miało swoje konsekwencje w przyszłości i za kilka lat może dojdzie do czegoś, co można będzie porównać do polskiego Sierpnia '80.

Bogdan Lis - wiceprzewodniczący Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku. W stanie wojennym organizator podziemia solidarnościowego. Dwukrotnie aresztowany, oskarżony o zdradę, więzień polityczny. Uczestnik obrad Okrągłego Stołu, były poseł i senator.       

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.