Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W październiku ubiegłego roku Rada Miasta Sopotu przyjęła uchwałę, która zezwala przyznawać mieszkania komunalne uchodźcom politycznym z Białorusi. Prezydent Sopotu Jacek Karnowski już wcześniej dał się poznać jako człowiek chętny do pomocy uchodźcom. W grudniu 2016 r. apelował do rządu Beaty Szydło o podjęcie działań pozwalających na sprowadzenie do Sopotu uchodźców z Aleppo. Deklarował, że miasto jest gotowe przyjąć 10 osieroconych dzieci. O sprawie stało się głośno. Prawo i Sprawiedliwość i TVP Info atakowały Karnowskiego, twierdząc, że to polityczne działania pod publiczkę, a rząd Beaty Szydło ostatecznie odpowiedział mu, że nie sprowadzi uchodźców z Syrii „ze względów bezpieczeństwa”.

Teraz, po przyjęciu uchwały mieszkaniowej, władzom miasta udało się sprowadzić dwie rodziny uchodźców politycznych z Białorusi. Trzecia rodzina ma się sprowadzić do Sopotu za kilka tygodni.

Sopot jest pierwszym miastem w Polsce, który sprowadził uchodźców z Białorusi, którzy uciekli ostatnio przed represjami reżimu Aleksandra Łukaszenki. Jego doświadczenia z tym związane są jednak dalekie od oczekiwań.

– Odbijamy się od ściany dwóch ministerstw i kancelarii premiera. Nie ma żadnej realnej pomoc rządu dla uchodźców. Klaszczemy Białorusinom za ich rewolucję, ale nie potrafimy przyjąć godnie uchodźców politycznych z Białorusi – stwierdza prezydent Sopotu Jacek Karnowski. - Jest mi zwyczajnie wstyd! To jakiś dramat. Jak rozmawia się z uchodźcami z Białorusi widać w ich oczach niepokój co dalej? A wręcz żal! Obiecaliśmy im pomoc, przyjechali pełni wiary do Polski, spotkała ich obojętność. 

Uchodźcy z Białorusi pół roku czekają na możliwość podjęcia pracy  

Dwie rodziny z Białorusi Sopot sprowadził już w listopadzie ubiegłego roku. Urzędnicy najpierw skontaktowali się z białoruskimi aktywistami mieszkającymi w Polsce, a ci wskazali im rodziny, które trafiły do ośrodka dla cudzoziemców w Horbowie.

– Samo sprowadzenie tych rodzin z ośrodka w Horbowie na Lubelszczyźnie do Sopotu nie było trudne – opowiada Maciej Rusek, naczelnik Biura ds. Kontaktów Samorządowych i Repatriacji Urzędu Miasta Sopotu. – Wysłaliśmy do ośrodka i Urzędu ds. Cudzoziemców informację, że gmina Sopot chce zaopiekować się tymi rodzinami, a potem po prostu pojechaliśmy do ośrodka busem i ich tu przywieźliśmy.

Miasto przygotowuje dla tych rodzin mieszkania komunalne. Na razie zakwaterowano je przejściowo w jednym z sopockich hosteli. Miasto zagwarantowało dzieciom miejsca w przedszkolach i szkołach oraz objęło opieką MOPS-u. Od rządu rodziny otrzymują jedynie 1,3 tys. zł miesięcznie na utrzymanie. Największym problemem jest jednak to, że osoby oczekujące do pół roku na status uchodźcy lub objęcie ochroną międzynarodową w Polsce, nie mogą legalnie pracować.

Pierwsza rodzina nie ma do tego ciągle uprawnień, choć do Polski przyjechała już 3 września ubiegłego roku. Ojciec rodziny był przywódcą strajku w fabryce chemicznej w Białorusi, został pobity przez OMON, trafił do aresztu. Gdy został wypuszczony, rodzina uciekła do Polski z tym, co miała pod ręką, nie dbając o świadectwa pracy i dokumenty zawodowe.

– Siedzieli w aresztach, wylecieli z roboty, a polski rząd nie udziela im żadnej pomocy – mówi prezydent Karnowski. – Mężczyzna umie jeździć sztaplarką, jego żona jest krawcową. Mogliby bez trudu znaleźć pracę, ale od pół roku nie mogą się doczekać na przyznanie im odpowiedniego statusu pozwalającego na podjęcie pracy. Jedyne, co może im dziś zaoferować Polska, to praca na czarno. To jest uwłaczające dla tych ludzi.

Uchodźcy polityczni z Białorusi w SopocieUchodźcy polityczni z Białorusi w Sopocie FOT: Igor Valiejew, materiały prasowe UM Sopot

Druga rodzina to młode małżeństwo lekarzy z dzieckiem. Oni akurat mogą pracować, bo kobieta (okulistka) ma Kartę Polaka, a mężczyzna (anestezjolog) wizę humanitarną wydaną przez polską ambasadę. Problem w tym, że nie mogą podjąć pracy w swoich zawodach i muszą czekać aż do października, kiedy to będą mogli przystąpić do egzaminów nostryfikujących dyplomy.  I to mimo nowych przepisów, które miały umożliwić medykom z zagranicy podjęcie pracy w Polsce w uproszczonym trybie.

– Na razie znaleźliśmy im pracę w ochronie zdrowia. Kobieta pracuje na recepcji w przychodni, a mężczyzna jest asystentem lekarskim w szpitalu w Gdańsku - mówi Maciej Rusek.

Trzecie małżeństwo, znanych w Białorusi opozycjonistów, jeszcze nie przyjechało, bo właśnie urodziło im się dziecko i wolą sprowadzić się do Sopotu, gdy będą już mieli gotowe mieszkanie komunalne.

Wiele samorządów chce pomagać Białorusinom, ale rząd nie współpracuje  

Sopot jest pierwszym miastem, które sprowadziło białoruskich uchodźców, ale wiele innych samorządów również chciałoby to zrobić. Już we wrześniu ubiegłego roku apelowały o to do rządu władze Bydgoszczy.

– Formuła pomocy dla polskich rodzin z rejonu Donbasu sprawdziła się bardzo dobrze – mówił wtedy Michał Sztybel, wiceprezydent Bydgoszczy. – Po czterech latach są pełnoprawnymi bydgoszczanami: tutaj żyją, pracują, edukują się. Miasto jako otwarte i tolerancyjne chce stwarzać szansę kolejnym rodzinom polskiego pochodzenia, w tym przypadku pochodzącym z Białorusi.

Władze Bydgoszczy zadeklarowały, że mogą użyczyć uchodźcom z Białorusi mieszkań komunalnych na trzy lata oraz pomóc w znalezieniu pracy, szkoły. Podobne deklaracje składają Białystok, Gdańsk, Izabelin, Wieliczka, Wrocław czy Poznań.  

– Napisałem list do premiera w imieniu innych burmistrzów i prezydentów miast, którzy chcą przyjmować Białorusinów. Zaproponowałem współpracę rządowo-samorządową ponad podziałami, żeby zorganizować im szybką ścieżkę uzyskania dokumentów, pomocy finansowej, mieszkaniowej, podobnie jak w przypadku repatriantów czy Polaków z Donbasu. Ale nie było żadnego odzewu – mówi prezydent Jacek Karnowski. – Klaszczemy Białorusinom, mówimy: „róbcie rewolucję”, pan premier ściska dłoń pani prezydent Cichanouskiej, ale realnej pomocy dla uchodźców nie ma żadnej. Ośrodki dla cudzoziemców są przepełnione, warunki gorsze niż w akademiku. Nie mamy im nic do zaoferowania – ani mieszkania, ani pracy, i to nawet uchodźcom, których ten rząd oficjalnie popiera. Zwyczajnie wstyd! Kraj gdzie narodziła się „Solidarność”. Dziś w Polsce słowo puste.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.