Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Stowarzyszenie pod nazwą „Solidarność. Białoruś” powstało z inicjatywy Białorusinów zmuszonych do opuszczenia swojego kraju oraz władz Sopotu. Najważniejszym jego celem jest pomoc Białorusinom, którzy z przyczyn politycznych musieli uciekać do Polski. „Solidarność. Białoruś” pomaga obecnie siedmiu uchodźcom z Białorusi, zapewniając im zakwaterowanie i żywność.

Sopot stał się pierwszym miastem w Polsce, którego władze sprowadziły uchodźców z Białorusi uciekających przed represjami reżimu Aleksandra Łukaszenki. Udało im się już sprowadzić cztery rodziny uchodźców politycznych z Białorusi i zapewnić im komunalne mieszkanie. Stowarzyszenie otrzymało również od władz Sopotu lokal na swoją siedzibę. Mieści się ona przy ul. Jacka Malczewskiego 21. Planowane są w tam wystawy, koncerty, wieczory kultury białoruskiej, a także stworzenie przestrzeni dla co-workingu.

- Ale najważniejszą kwestią pozostaje pomoc uchodźcom z Białorusi – mówi Igor Valiaev, mieszkający w Sopocie obywatel Białorusi, który ze swoją rodziną musiał uciekać z kraju.

Polacy chcą pomagać uchodźcom z Białorusi

- Pierwsze miesiące są najtrudniejsze – opowiada Igor. - Trafiasz do obcego kraju, bez znajomości języka, czasami nawet bez elementarnych środków do utrzymania higieny, nie mówiąc o środkach na utrzymanie.

Valiaev podkreśla, że uchodźca to nie to samo co emigrant. Ten drugi może przygotować się do przeprowadzki – nauczyć się języka, zgromadzić pieniądze, przygotować się do wyjazdu. Uchodźca natomiast ucieka często z swego kraju w ciągu kilku godzin, zabierając tylko tyle, ile zdąży. Na dodatek przeżywa szok – opuszcza ojczyznę nie świadomie, ale pod presją okoliczności.

Igor Valiaev   Igor Valiaev  Fot. Michal Ryniak / Agencja Gazeta

- Moja rodzina przez to przeszła. Zdobyła bezcenne doświadczenie, które chciałbym teraz przekazać tym, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji – mówi Igor. – Nasze stowarzyszenie ma wspierać uchodźców z Białorusi, pomóc im w przystosowaniu się do nowych warunków, przygotować ich do życia w nowym, obcym dla nich kraju.

Z jego obserwacji wynika, że Polacy to naród gotowy pomagać. Także w Trójmieście odczuł wsparcie i solidarność dla Białorusinów. Podkreśla, że Polacy odnoszą się do nich z szacunkiem i zrozumieniem.

- Pewnie wynika to z bliskości historycznej naszych narodów. Mamy wspólną historię, co również odgrywa dużą rolę w budowaniu stosunku Polaków wobec Białorusinów - mówi Igor.

Muszę w Polsce zbudować nowe życie

E. jest lekarką. Nie chce podawać imienia i nazwiska, bo się martwi o swoich kolegów z pracy, którzy pozostali na Białorusi.

Podobnie jak wielu Białorusinów przeprowadziła się do Polski po ubiegłorocznych wyborach prezydenckich, które zostały sfałszowane. Aktywnie uczy się języka polskiego, a gdy rozmawiamy, stara się używać poznanych ostatnio polskich zwrotów.

- Przez co przechodzą ludzie, którzy po prostu wyjeżdżają w nieznane? - pytam.

- Trudno to opisać, trudno to sobie wyobrazić. Wiesz, że gdy uciekasz, to nie możesz przewidzieć tego, co na ciebie czeka. Nie możesz być przygotowana do uchodźstwa – mówi E.

Uchodźcy polityczni z Białorusi w SopocieUchodźcy polityczni z Białorusi w Sopocie FOT: Igor Valiejew, materiały prasowe UM Sopot

Kiedy chwalę jej polski, odpowiada: - Ukończyłam trzymiesięczny kurs w ciągu 1,5 miesiąca i zdałam już egzamin na poziom A2. Przecież muszę tu budować swoje życie. Nikt za mnie tego nie zrobi.

Takich ludzi w Trójmieście spotykam dużo więcej. Patrząc na to, przez co musieli przejść, zdajemy sobie sprawę, że ich ogromne pragnienie pracy i uczenia się nowych rzeczy umożliwią im nowy początek.

Białorusini otwarci na pomoc

Aleksander Bielakow, 22-latek z Mińska, mieszka obecnie w Gdańsku. Na Białorusi pracował jako menedżer w branży komputerowej. Został aresztowany podczas akcji protestu w Mińsku 10 sierpnia ub. roku. I od tego momentu jego życie podzieliło się na - "przed" i "po".

Alieksandr Bieliakov  Alieksandr Bieliakov  Fot. Michal Ryniak / Agencja Gazeta

Doświadczył tortur w więzieniu pod nazwą "Okrestino" - miejsca, do którego często trafiali protestujący. Uciekł do Polski na podstawie wizy humanitarnej i przed swoją przeprowadzką do Trójmiasta mieszkał w ośrodku dla uchodźców w Białej Podlaskiej. Od kilku miesięcy bierze udział w programie im. Konstantego Kalinowskiego, uczestniczy w kursach programistycznych. W przyszłości chce studiować na Politechnice Gdańskiej, a potem otworzyć biznes w Polsce.

Swoje pierwsze kontakty i relacje z Polakami wspomina bardzo ciepło.

- Pamiętam, że jeszcze w ośrodku dla uchodźców w Białej Podlaskiej poznałem Tomasza. Był on tam kimś na wzór dyrektora. Najpierw pomagał rozwiązywać problemy organizacyjne, a potem, kiedy wszyscy poznaliśmy się lepiej, często do nas przychodził i po prostu z nami rozmawiał. Widać było, że nie pozostawał obojętny – wspomina Aleksander. I kontynuuje: - Potem, kiedy już przyjechałem do Gdańska, musiałem przygotować wiele dokumentów związanych z uchodźstwem, zarejestrować się na indywidualny program integracji. Dużo czasu spędziłem wtedy w jednostkach administracyjnych i byłem zaskoczony tym, z czym się spotkałem. Na Białorusi miałem zawsze wrażenie, że nikt nie chce nikomu pomagać, nawet swoim obywatelom. Polscy urzędnicy, dla których jestem zupełnie obcym człowiekiem, pomagali mi we wszystkim i zawsze byli otwarci i uśmiechnięci. Nigdy nie spotkałem tego w naszych białoruskich biurach, takiego otwarcia na pomoc.

Solidarność polskich i białoruskich kobiet 

W relacjach polsko-białoruskich solidarność nie jest zjawiskiem jednostronnym. Po ogłoszeniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej dotyczącego aborcji kobiety w Polsce nie zostały same. Kiedy w walce o swoje prawa wychodziły na ulice w całej Polsce, Białorusinki na marszach kobiet w Mińsku trzymały plakaty z hasłami: „Rząd nie posiada władzy nad Twoim ciałem. ”Solidarity with women of Poland”. Wyglądało to jak porozumienie na odległość.

Z kolei na strajku kobiet w Polsce tysiące głosów Polek i Polaków połączyły się w jeden mocny krzyk: „Wolna Białoruś! Białoruś jest kobietą!”. To odpowiedź na to, że na strajkach kobiet w polskich miastach były też Białorusinki i Białorusini.

Alieksandr Bieliakov  Fot. Bartosz Bańka / Agencja Gazeta

Na pytanie dotyczące stosunku do polskich protestów lekarka E. daje jednoznaczną odpowiedź. Porównuje polskie kobiety do białoruskich i się nimi zachwyca.

- My, białoruskie i polskie kobiety, znalazłyśmy się w podobnej sytuacji. Po prostu chciałyśmy mieć prawo do wyboru – mówi E.

W momencie, gdy na Białorusi zostali zatrzymani i przewiezieni do aresztu w Mińsku liderzy polskiej mniejszości: prezes Związku Polaków na Białorusi Andżelika Borys oraz troje członków Zarządu Głównego organizacji - Maria Tiszkowska, Irena Biernacka i Andrzej Poczobut, Białorusini nie pozostali obojętni. Na swoje akcje solidarnościowe - na Pomorzu i w innych regionach Polski - oprócz biało-czerwono-białych flag przynosili ze sobą zdjęcia aresztowanych na Białorusi Polaków oraz plakaty ze słowami wsparcia dla zatrzymanych.

To, co obserwujemy, można określić prawdziwym fenomenem białorusko-polskiej solidarności.

Trwa zbiórka środków na wsparcie Białorusinów mieszkających na Pomorzu. Zbiórka organizowana jest na stronie https://pomagam.pl/solidarity_by

Autorka jest Białorusinką studiującą w Polsce 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.