Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W poniedziałek pod Ambasadą Białorusi w Warszawie można było usłyszeć głośny krzyk. Wydobył się on z gardła Jany Shostak, polsko-białoruskiej aktywistki. Była to reakcja na to, co dzieje się w jej kraju pod rządami prezydenta Aleksandra Łukaszenki, gdzie reżim więzi i zabija ludzi. 

- Musimy wysyłać teraz znak SOS. Koniec milczenia. Chcemy wsparcia, bo inaczej osoby, które znajdują się teraz na Białorusi, reżim po prostu zabije - mówiła Jana Shostak. 

Białoruś w Sopocie

Konferencja odbyła się dzień po tym, jak białoruskie władze zmusiły do lądowania w Mińsku samolot linii Ryanair z białoruskim opozycjonistą Romanem Pratasiewiczem na pokładzie.

Mieszkańcy i mieszkanki Trójmiasta będę mieli okazję wykrzyczeć SOS w geście solidarności z Białorusinami i Białorusinkami we wtorek o godz. 19 na placu Przyjaciół Sopotu.

"Dziś staniemy solidarnie wraz z Białorusinami i wspólnie z nimi i dla nich zakrzyczymy - SOS! Zażądamy uwolnienia więźniów politycznych, w tym Ramana Pratasiewicza" - zachęcają do obecności organizatorki ze Stowarzyszenia TAK Trójmiejska Akcja Kobieca.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.