Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

* Autorka komentarza pochodzi z Białorusi, studiuje w Polsce, współpracuje z Gazetą Wyborczą Trójmiasto

Sytuacja na Białorusi od dawna przypomina niezbyt zabawny występ w cyrku. Ale w niedzielę zachowanie rządu tego kraju, znajdującego się w centrum Europy, doprowadziło do wielkiego międzynarodowego skandalu. 23 maja samolot firmy Ryanair, który leciał z Aten do Wilna, został zmuszony do lądowania w Mińsku.

Jak to się mogło stać? Kiedy mówimy o działaniach prezydenta Białorusi, niemożliwe może stać się możliwe. W samolocie przebywał białoruski dziennikarz Roman Protasiewicz, jeden z twórców głównego informacyjnego kanału protestacyjnego Białorusi "Nexta" i dlatego samolot zmuszono do lądowania w Mińsku. Chociaż oficjalnym powodem awaryjnego lądowania miała być bomba na pokładzie, której ostatecznie jednak nie znaleziono.

Białoruskie ministerstwo transportu i komunikacji twierdzi, że wiadomość o bombie przekazał palestyński Hamas. Podobno w liście domagali się, aby Unia Europejska przestała wspierać działania Izraela. 

Kilka miesięcy temu Łukaszenka już zajmował się pisaniem bajek, gdy przekonywał, że przechwycił tajne rozmowy - Nicka i Mike'a - agentów polskich i niemieckich.

Prezydent Białorusi nawet nie potrafił wybrać im imion zgodnych z polskimi i niemieckimi standardami. Mike - to według Łukaszenki typowe polskie imię. 

Jak widać poziom wyobraźni Łukaszenki pozostał w sprawie samolotu na tym samym poziomie. Rzecznik Hamasu Fawzi Barchum oficjalnie zaprzeczył zaangażowaniu się w groźby wysadzenia samolotu Ryanair.

Prezydent Białorusi chyba zapomniał, że żyje w XXI wieku i że za każdym oskarżeniem idą konsekwencje.

Nie możesz zarzucać innym terroryzmu, jeśli sam zachowujesz się jak terrorysta.

Na szczęście, gdy Łukaszenka rzuca wymyślone zarzuty na prawo i na lewo, Europa i USA nie pozostają bierne. The Guardian donosi, że Wielka Brytania nałożyła sankcje na 99 osób fizycznych i prawnych z Białorusi po incydencie z samolotem Ryanair. Wielka Brytania grozi również sankcjami wobec rosyjskich rurociągów Nord Stream 2 i Jamal - Europa.

Litwa zakazała swoim lotniskom przyjmowania i wysyłania lotów, których trasy przebiegają nad terytorium Białorusi. Szwecja zaleciła swoim liniom lotniczym rezygnację z lotów w niebezpiecznej przestrzeni powietrznej. Wcześniej taką decyzję podjęły już łotewskie i węgierskie linie lotnicze AirBaltic i Wizz Air. Został wprowadzony zakaz lotów na Ukrainę. I jest to szczególnie istotne, ponieważ od 2015 r. Mińsk jest głównym punktem przesiadkowym dla Ukraińców podczas lotów do Moskwy.

Tymczasem w białoruskim internecie pojawiają się oburzone komentarze, że Białorusini nie będą już mogli latać do Europy.

Pamiętajmy jednak o tym, kto jeszcze nie będzie mógł latać: Roman Protasiewicz, który w Białorusi jest uznawany za terrorystę tylko dlatego, że pomagał relacjonować protesty i któremu teraz może grozić kara śmierci.

Wictor Babariko, alternatywny kandydat na prezydenta Białorusi, wraz ze swoim synem, Eduardem Babariko, znajduje się w więzieniu tylko dlatego, że był kandydatem na prezydenta przed wyborami. Maria Kolesnikowa, która była szefem jego sztabu wyborczego.

W białoruskich więzieniach przebywa obecnie kilkuset więźniów politycznych, m.in. przedstawiciele polskiej diaspory, działacze polityczni, aktywiści i dziennikarze. Oni wszyscy nie mogą latać, bo nie są wolni.

Tymczasem prorządowy kanał informacyjny opublikował wideo z Romanem Protasiewiczem. Siedzi przy stole, na którym demonstracyjnie leży paczka papierosów. Co ciekawe, według bliskich Romanowi ludzi, on takich papierosów nie pali. Mówi o tym, że nie ma problemów z sercem i jest dobrze traktowany. A jednocześnie jego głos drży. Białoruski kanał pod nazwą "Kuluary KYKY" opublikował wypowiedź ojca Romana Protasiewicza. Dmitry, który obejrzał wideo z "wyznaniami" syna, mówi o nim w ten sposób: "najprawdopodobniej ma złamany nos, ponieważ jego kształt się zmienił i jest na nim dużo pudru. Cała lewa strona twarzy jest pokryta pudrem".

Dmitrij Protasiewicz uważa, że Roman został zmuszony do wypowiedzenia tego, co powiedział na filmiku: "To nie są jego słowa, nie jest to jego intonacja. Widać, że się denerwuje. I to nie jego paczka papierosów na stole — on takich nie pali. A mój syn nie może przyznać się do robienia zamieszek, ponieważ po prostu nic takiego nie zrobił".

Wczoraj nad Białorusią nie przeleciał żaden samolot. Pozostaje tylko powiedzieć: "dziękuję, panie prezydencie, za czyste niebo nad głową". Białoruś stopniowo przekształca się w drugą Koreę Północną.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.