Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W niedzielę 25 lipca - cztery miesiące od uwięzienia przez reżim Łukaszenki Andżeliki Borys i Andrzeja Poczobuta - w Sopocie, Warszawie i Białymstoku odbyły się pikiety z żądaniem uwolnienia członków Związku Polaków na Białorusi. W Sopocie akcje protestacyjna rozpoczęła się o godz. 14. 

Organizatorem pikiet jest Zarząd Główny Związku Polaków na Białorusi. 

Na pl. Przyjaciół Sopotu protestujący trzymali ogromny baner ze zdjęciami Andżeliki Borys i Andrzeja Poczobuta na tle białoruskiej flagi i z hasłem "Siedzą, bo są Polakami". 

Jako pierwszy głos zabrał wiceprezydent Sopotu Marcin Skwierawski.

- Naszym moralnym obowiązkiem jest upominać się o nich, o wolność dla ponad 500 więźniów politycznych, którzy siedzą w białoruskim więzieniu. Reżim Łukaszenki przekracza wszelkie granice. Taką granicą jest wzywanie dzieci z polskich szkół działających na Białorusi do komitetu śledczego na przesłuchania. Dzisiaj rolą Polski jest poruszenie tej sprawy na arenie międzynarodowej - mówił. 

"Będziemy domagać zwolnienia więźniów politycznych na Białorusi"

- Świadomość Białorusinów, ale i Polaków mieszkających na Białorusi, się zmieniła - mówił Bogdan Borusewicz, marszałek Senatu. - Związek Polaków na Białorusi zajmuje się przede wszystkim kulturą polską, językiem polskim i powinien mieć możliwość działania. Można było się jednak spodziewać, że dojdzie do tego ataku. Niezależnie od tego, co będzie się działo na Białorusi, nie zapomnimy o więźniach politycznych w tym kraju. Będziemy się domagać ich zwolnienia - dodał. 

- Nie ma nic ważniejszego dla człowieka niż wolność - mówiła na pl. Przyjaciół Sopotu wiceprezydentka miasta Magdalena Czarzyńska-Jachim. - Systemy autorytarne mają to do siebie, ze wolność - najważniejszą rzecz, jaką ma człowiek - zabierają po kawałku. Niestety, część z nas zaczyna się do tego powoli przyzwyczajać, a potem stajemy pod ścianą, jak stanęli pod ścianą Polacy na Białorusi i sami Białorusini. Nie bądźmy obojętni, reagujmy na każdy przejaw odbierania nam wolności. 

Na pikiecie obecne były również władze Gdańska - wiceprezydent Piotr Borawski i radni, m.in. Andrzej Kowalczys. 

Bożena Grzywaczewska, opozycjonistka z czasów PRL, która współpracowała z Andżeliką Borys, wzywała, by wysyłać listy do osadzonych w białoruskim więzieniu. Listy muszą być po białorusku. 

Pikieta na pl. Przyjaciół Sopotu zakończyła się wspólnym zdjęciem oraz okrzykiem: "Wolna Białoruś!". 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.