Czy może istnieć miejscowość bez ruchu samochodowego, która dodatkowo przez cały rok żyje z turystów i to w większości tych bogatych i lubiących wygodę? Gdzie nie ma zapachu spalin i hałasu poruszających się wszędzie pojazdów? Tak. Istnieje i z zamknięcia dla samochodów uczyniła swój największy atut.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zapraszam do Zermatt. To jeden z najpopularniejszych kurortów Szwajcarii, który jest pełen turystów zarówno latem, jak i zimą. Swoją sławę zawdzięcza położeniu u stóp Matterhornu – szczytu, który stał się symbolem Alp, choć wcale nie jest najwyższą ich górą. Jednak ktokolwiek stanął u podnóża tego masywnego szczytu, zdaje sobie sprawę, że nawet najlepsze zdjęcie nie odda jego majestatu.

Szczyt Matterhorn
Szczyt Matterhorn  Michał Jamroż

I w takim otoczeniu istnieje licząca ok. 5 tysięcy mieszkańców miejscowość, która przez cały rok przyciąga miliony turystów z całego świata. Ale odwiedzający przyjeżdżają tam nie tylko podziwiać przepiękne widoki, wspinać się na skalne szczyty czy jeździć na nartach. Wiele osób odwiedzą tę niewielką miejscowość, żeby dowiedzieć się, jak można żyć bez samochodu.

Nie widzieli samochodów

Zermatt jest bowiem zamknięte dla samochodów – w całości i praktycznie bez wyjątków. Nawet mieszkańcy nie mogą się po nim poruszać własnymi samochodami, dostawy muszą być wykonywane specjalnymi samochodami elektrycznymi o rozmiarach niespotykanych nigdzie indziej. A turyści samochodem nie dojadą nawet w pobliże kurortu.

Zermatt jest całkowicie wolne o samochodów
Zermatt jest całkowicie wolne o samochodów  Michał Jamroż

– To nie jest kwestia tego, że kiedyś postanowiliśmy pozbyć się samochodów – tłumaczy Amadé Perrig, były burmistrz Zermatt. – Tutaj po prostu ich nigdy nie było, a mieszkańcy podjęli decyzję, że ich nie wpuszczą.

Jak mi tłumaczy to kolej pojawiła się tutaj pierwsza, kiedy Zermatt zyskało sławę dzięki Matterhornowi. Szczyt został po raz pierwszy zdobyty w 1865 roku, a już w 1891 roku dodano do użytku wąskotorową linię kolejową, która miała ułatwić alpinistom i turystom dotarcie do podnóża słynnego już wtedy szczytu.

Zermatt położone jest na wysokości ponad 1600 m n.p.m., a stacja Visp, na której pasażerowie przesiadają się z pociągów z Zurychu czy Genewy na 600 m n.p.m.

Odległość, jaka dzieli te dwie stacje, to 34 km. Tak więc na tym odcinku pociągi pokonują różnice wysokości ponad 1 km. Umożliwia to kilkadziesiąt tuneli, wiaduktów i mostów. Już sama ta podróż jest niesamowitym przeżyciem. Nic więc dziwnego, że samochody do Zermatt nie dotarły na masową skalę, a do dzisiaj nie prowadzi tam porządna dwupasmowa droga.

Natura cenniejsza niż dostępność

– Jesteśmy położeni w dolinie, ulice są bardzo wąskie, gdyby w miasteczku pojawiały się samochody, wszystko zostałoby rozjechane – mówi Perrig. – A naszym największym skarbem jest natura. Nie chcemy masowego turysty, który wpadnie tu na chwilę, zaparkuje gdziekolwiek swój samochód, porobi zdjęcia i zaraz wyjedzie. Chcemy turystów, którzy cenią sobie naturalne piękno, czyste powietrze, aktywny wypoczynek i spokój. Oni gotowi są za to zapłacić i docenić, bo mało jest takich miejsc na świecie.

A jak masowy turysta chce odwiedzić Zermatt, to ma zostawić samochód na parkingu i dojechać koleją. Oczywiście odpowiednio za to płacąc. Jak więc jest zorganizowany transport w Zermatt?

Nawet mieszkaniec nie może

W miejscowości jest bezwzględny zakaz poruszania się normalnymi samochodami. Nie tylko osobowymi, ale także ciężarowymi. Mieszkańcy mogą dojechać do miejscowości swoim samochodem, ale muszą go zostawić na wjedźcie w jednym z podziemnych parkingów. Dalej muszą poruszać się pieszo, rowerem lub elektrycznymi taksówkami.

Zmotoryzowani przyjezdni muszą zostawić samochód w Täsch, miejscowości oddalonej do Zermatt o 6 km. Wjazd na drogę prowadzącą do samego kurortu wymaga posiadania specjalnego zezwolenia, które mają głównie mieszkańcy.

embed

W Täsch znajduje się duży węzeł przesiadkowy. W 2005 roku otwarty został Matterhorn Terminal Täsch. To trzypoziomowy parking na 2100 miejsc połączony ze stacją kolejową. Zatrzymują się tutaj pociągi regionalne z Visp i Brig, kursujące co 30 min. Uzupełniane są one kursami Zermatt Shuttle, czyli kursującymi co ok. 20 min pociągami Täsch – Zermatt; mają one swój własny peron, z którego wejście prowadzi bezpośrednio na parking.

Pociąg kursujący między Täsch, a Zermatt na stacji Täsch
Pociąg kursujący między Täsch, a Zermatt na stacji Täsch  Michał Jamroż

Aby ułatwić podróż pasażerom z bagażami, na parkingu można wypożyczyć wózek bagażowy, z którym wchodzimy do pociągu i oddajemy go na stacji w Zermatt. Pociągi są tak skonstruowane, że z miejscem na wózki nie ma problemu.

Na stacji w Zermatt na turystów zazwyczaj czekają hotelowe taksówki elektryczne, które za darmo zabierają ich do celu podróży.

Taksówki elektryczne na placu przy dworcu w Zermatt
Taksówki elektryczne na placu przy dworcu w Zermatt  Michał Jamroż

Do miejscowości nie wjadą też autokary turystyczne. Wycieczki także wsiadają do pociągów w Täsch. Z kolei ich bagaże ładowane są do specjalnych skrzynek na kółkach, które wraz z nimi jadą pociągiem.

Autokary turystyczne także muszą wysadzić pasażerów na stacji Täsch
Autokary turystyczne także muszą wysadzić pasażerów na stacji Täsch  Michał Jamroż

Odcinek Zermatt – Täsch – Zermatt w tegorocznym rozkładzie jazdy codziennie pokonuje 176 pociągów, które kursuję przez całą dobę. Warto zaznaczyć, że linia jest jednotorowa. W 2019 roku pociągi „parkingowe" przewiozły 2,3 mln pasażerów, a pociągi regionalne na trasie Visp – Zermatt 1,8 mln.

Towary też nie wjadą

Do Zermatt nie mogą wjechać też żadne samochody ciężarowe, które muszą być przeładowywane na samochody elektryczne w specjalnych centrach przeładunkowych na granicy miejscowości. Ale duża część towarów trafia do Zermatt koleją.

– W tej chwili pociągami dojeżdża do nas 40 proc. towarów, a samochodami 60 proc. Jeszcze kilkanaście lat temu proporcje były odwrotne i walczymy teraz, aby do nich powrócić – opowiada Romy Biner-Hauser, burmistrz Zermatt.

Np. olej służący m.in. do ogrzewania domów przyjeżdża cysternami kolejowymi, z których przepompowywane są do zbiorników pod stacją. Następnie trafia do małych cystern na samochodach elektrycznych. Ale pociągami przyjeżdżają też dostawy do sieci sklepów spożywczych. Logistyką towarów zajmują się wyspecjalizowane firmy, które zaopatrują klientów w całym Zermatt.

Przeładunek oleju na stacji Zermatt
Przeładunek oleju na stacji Zermatt  Michał Jamroż

Tylko kilka razy w roku miejscowość „otwiera" się na normalne samochody ciężarowe, aby umożliwić dowóz specjalnych materiałów budowlanych czy innych rzeczy niedających się przetransportować w inny sposób.

W samym Zermatt transport towarów odbywa się za pomocą specjalnych samochodów elektrycznych. Ale nie są to zwykłe samochody.

– Nasze lokalne prawo reguluje wymiary tych pojazdów, które zostały dopasowane do naszych potrzeb i szerokości ulic – tłumaczy Biner-Hauser.

I tak nie mogą one mieć więcej niż 4 m długości i 1,4 m szerokości. Wymiary są tak unikalne, że produkcją tych pojazdów zajmują się tylko lokalne firmy, a w zasadzie jedna – Stimbo, która ma ponad 80 proc. rynku.

Fabryka i jednocześnie warsztat Stimbo
Fabryka i jednocześnie warsztat Stimbo  Michał Jamroż

Limit nawet dla elektryków

Ale nie każdy może też posiadać taki pojazd.

– Osoba prywatna nie może mieć takiego pojazdu na własny użytek. Trzeba spełnić określone warunki, aby dostać zezwolenie – dodaje Biner-Hauser.

Mogą więc je mieć hotele, jeżeli mają odpowiednią liczbę pokoi, sklepy przy określonym obrocie, firmy taksówkarskie czy usługowe. Ale to nie wszystko. W zależności od zezwolenia samochody mogą się poruszać w określonych obszarach i na określonych trasach. Np. hotelowe taksówki mogą jeździć tylko między danym hotelem a dworcem.

– Obecnie mamy problem z liczbą samochodów elektrycznych w mieście i zastanawiamy, się jak ten problem rozwiązać. W sumie wydanych jest ok. 600 pozwoleń – dodaje Biner-Hauser.

W Zermatt funkcjonuje też bezpłatna komunikacja miejska. Dwie linie obsługiwane są przez autobusy elektryczne, które oczywiście wyprodukowane zostały w Zermatt przez Stimbo. Kursują kilka razy w ciągu godziny w lecie, i w zasadzie bez przerwy w zimie dowożąc turystów do wyciągów.

Elektryczny autobus miejski. Wyprodukowany przez Stimbo w Zermatt
Elektryczny autobus miejski. Wyprodukowany przez Stimbo w Zermatt  Michał Jamroż

Kasa na kolej za zakaz

Co ważne wspomniany Matterhorn Terminal Täsch wybudowany został w 2006 roku w dużej mierze z pieniędzy federalnych (Szwajcaria jest federacją). Ale, aby dostać dofinansowanie, lokalne samorządy musiały się zobowiązać, że przez 25 lat nie zezwolą na wjazd do Zermatt samochodów i nie będą rozbudowywać drogi prowadzącej do miejscowości.

Matterhorn Terminal Täsch
Matterhorn Terminal Täsch  Michał Jamroż

To oczywiście nie podoba się wszystkim mieszkańcom i przedsiębiorcom. Część z nich chciałaby, aby kurort bardziej otworzył się na turystów, a jedyną drogę do tego widzą w dopuszczeniu ruchu kołowego. I nie chodzi im o sam wjazd do miasteczka. Chcą oni, aby turyści tak jak mieszkańcy mogli parkować na obrzeżach Zermatt. Do tego potrzebne byłyby nowe parkingi i rozbudowa drogi. Na to jednak nie chcą się zgodzić władze miejscowości. Zamiast tego zawarto nową umowę z rządem federalnym, na mocy której dofinansowana zostanie budowa tunelu kolejowego z Täsch do Zermatt.

– Czasami w zimie zdarza się, że lawiny zasypią tory i turyści nie są w stanie wydostać się z miejscowości. Tunel rozwiąże ten problem – tłumaczy Perrig. Jednocześnie jednak zwolennikom samochodów udało się przeforsować, aby częściowo zmodernizowana została droga, tak aby i ona w zimie nie była tak wrażliwa na warunki atmosferyczna i stanowiła bezpieczną drogę w dół doliny. Choć otwarcie jej dla normalnego ruchu dalej będzie niemożliwe.

Dziś na części trasy tory chronione są specjalnymi galeriami. Niedługo zstąpić ma je tunel
Dziś na części trasy tory chronione są specjalnymi galeriami. Niedługo zstąpić ma je tunel  Michał Jamroż

Tekst powstał w ramach projektu „Miasto jutra"

To cykl „Gazety Wyborczej Trójmiasto", w którym publikujemy reportaże z europejskich miast oraz wywiady z ludźmi, którzy mają wkład w to, jak one wyglądają. Miasta zachodniej Europy już wiele lat temu zrozumiały, że ich przyszłość zależy od jakości życia mieszkańców. Kopenhaga, Wiedeń, Helsinki, Oslo czy Zurych są wzorem dla innych, jak tworzyć metropolie dla ludzi. Wierzymy, że nasza metropolia ma potencjał, aby w przyszłości też być jednym z najlepszych miejsc do życia, dlatego chcemy pokazać, co u innych się sprawdza, a jakich błędów warto unikać. Do tej pory odwiedziliśmy m.in. Oulu, Barcelonę, Utrecht, Kopenhagę, Wiedeń, Helsinki, Oslo czy Zurych.

Partnerem projektu jest Port Lotniczy Gdańsk im. Lecha Wałęsy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Takie rozwiązanie powinno być wprowadzone na Półwyspie Helskim
już oceniałe(a)ś
W Polsce to niemożliwe, bo w polskich miastach, w odróżnieniu od innych miast na zachodzie, ciągle albo pada, albo wieje, albo są śnieżyce, albo wszędzie jest daleko.... Dlatego u nas musimy jeździć wszędzie samochodami, nawet w małych miasteczkach. Tak przynajmniej wynika z komentarzy typowego polskiego janusza przyssanego do kierownicy swojego auta zakupionego na raty.
już oceniałe(a)ś
Genialne rozwiązanie! Podziwiam i szczerze zazdroszczę. Niestety, mam świadomość, że u nas podobne rozwiązanie nie przejdzie; opór byłby gigantyczny.
już oceniałe(a)ś
Ależ im zazdroszczę.
W pomorskiem, po zakończeniu elektryfikacji PKM, powinna istnieć możliwość doczepiania wagonów towarowych, które mogłyby służyć zaopatrywaniu lokalnych sklepów. Ale do tego potrzebne byłyby stacje z rampami, a nie przystanki kolejowe.
Zakopane tez w gorach.
I tez na Z.
Tyle wspolnego.
Treść artykułu przeczy tytułowi - nawet w Zermat nie mogą obejść się bez samochodów, a że preferują markę "Stimbo" - to ich kaprys. Poza tym tendencja jest nieuchronna: "pociągami dojeżdża do nas 40 proc. towarów, a samochodami 60 proc. Jeszcze kilkanaście lat temu proporcje były odwrotne...."