Marius Berliet był katolickim ortodoksem i motoryzacyjnym geniuszem. Stworzył markę, która przywiozła polskich żołnierzy na Pomorze, a kilkadziesiąt lat później dała nam pierwszy nowoczesny autobus z obniżoną podłogą
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kto dziś kojarzy francuską markę Berliet? Założę się, że tylko niewielka, i w dodatku już zaawansowana wiekowo grupa Polaków. W dodatku jest to skojarzenie jedynie z pierwszym autobusem z obniżoną podłogą, lub - chyba trafniej - niskowejściowym, produkowanym na francuskiej licencji właśnie Berlieta, czyli Jelcza PR 100/PR 110. Polski epizod Berlieta to tak naprawdę jeden z ostatnich rozdziałów, w sięgającej XIX wieku, historii tej firmy, mającej swoją siedzibę we francuskim Venissieux. Nasze polskie powiązania z Berlietem sięgają zaś czasów zdecydowanie wcześniejszych, bo już początku wieku XX.

Pierwsze samochody Mariusa Berlieta – urodzonego w 1866 roku w Lyonie, francuskiego wynalazcy, inżyniera i ultrakatolika, pochodzącego z bardzo tradycjonalnej rodziny, opuściły rodzinny warsztat w 1894 roku. Od 1900 roku Berliet produkował proste i solidne samochody napędzane dwoma cylindrami. Dwa lata później przejął fabrykę Audibert & Lavirotte w Lyonie. To pozwoliło mu rozwinąć skrzydła i rozpocząć produkcję samochodów z silnikami czterocylindrowymi. Ich cechą charakterystyczną była "ulowa" konstrukcja chłodnicy, mająca strukturę plastra miodu. Ważną innowacją była też stalowa rama. W 1906 roku Berliet sprzedał licencję na produkcję swojego pojazdu firmie American Locomotive Company. W 1907 roku zbudował pierwszą ciężarówkę. Już przed I wojną światową firma z Lyonu była prawdziwym potentatem. W jej ofercie znajdowały się samochody osobowe i użytkowe o mocach od 8 do imponujących wówczas 60 KM. Główne modele miały czterocylindrowe silniki o pojemnościach 2412 cm³ i 4398 cm³. Istniał także prawdziwy gigant - sześciocylindrowy silnik o pojemności 9500 cm³.

Największym sukcesem propagandowym i komercyjnym zakładów była produkcja samochodów osobowych i ciężarowych dla francuskiej armii. Dziennie Berlietowi udawało się oddać wojsku nawet 40 pojazdów. Głównie ciężarowych Berlietów CBA. To właśnie one trafiły potem, wraz z „Błękitną Armią” do Wojska Polskiego. Po wojnie Berliet coraz bardziej przestawiał się na produkcję pojazdów użytkowych. Samochody osobowe stanowiły od końca lat dwudziestych margines mocy przerobowych. Mimo to uchodziły za wygodne, nowoczesne i solidne. Taką pozycję ugruntowywał wprowadzony na początku lat trzydziestych model 944. Ostatni osobowy model – pokazany w 1936 roku Berliet Dauphine dzielił wiele elementów, min. z Peugeotem 402. Po zakończeniu wojny Berliet skoncentrował się tylko na pojazdach użytkowych. Produkowano również autobusy. Nadal bardzo dużo zamówień pochodziło z armii francuskiej. W latach 60. Berliet produkował także ogromne ciężarówki dla kopalni odkrywkowych.

W 1967 roku firma przeszła w zarząd koncernu Michelin, do którego należał tradycyjny rywal Berlieta- Citroen. Sześć lat później Michelin sprzedał Berlieta firmie Renault, która połączyła ją z firmą Saviem i przekształciła w Renault Vechicules Industriels, dziś Renault Trucks, którą znamy do dziś, jako producenta ciężarówek i która ma siedzibę koło… Lyonu. Tak po prawie dokładnie 100 latach, Berliet zniknął z rynku w połowie lat 80. XX wieku.

Zniknął, lecz jego spuścizna stała się dobrem narodowym Francji. Dziś tradycje Berlieta podtrzymuje założona w 1982 roku, przez członków rodziny (jest ich sporo, bo Marius miał 6 dzieci) La Fondation de l’Automobile Marius Berliet, która oprócz prowadzenia dedykowanego marce, małego muzeum, animuje rajdy oldtimerów i podtrzymuje pamięć o tej niegdyś zacnej marce. A w Polsce? W Polsce pozostało nam kilka zabytkowych i na szczęście otoczonych opieką Berlietów PR 100, zmontowanych w Jelczu i kilkadziesiąt Jelczy – Berlietów PR 110. Na szczęście dziś też już traktowanych nie jako materiał na przydrożne bary, tylko jako zabytki. Jeden taki autobus dołączył do zabytkowej floty Gdańskich Autobusów i Tramwajów. Z tego co autorowi wiadomo, w Polsce jest także, w rękach prywatnych, kilka samochodów osobowych i lekkich ciężarówek tego producenta. Jedna z nich, skatalogowana w inwentarzu fundacji Berlieta i przy okazji bardzo rzadka, parkuje w Trójmieście. Jest to model 944 w oryginalnej, fabrycznej zabudowie półciężarowej. To rzadkość, bo większość takich samochodów Niemcy po podbiciu Francji w 1940 roku zabrali ze sobą na front i tam zostały zniszczone. Stąd bardzo modne po wojnie we Francji przeróbki wysłużonych, ale zawieszonych na ramie osobówek na niewielkie furgonetki. Samochód jest sprawny i znajduje się w nie najgorszym stanie, choć wymaga prac odświeżających.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem