Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nigdy coś takiego się nie zdarzyło. Ludzie, zamiast jeździć do hoteli, wybierają kampery - opowiada Jarosław Papliński, wrocławski przedsiębiorca, właściciel nowego kampera Carthago Malibu (cena za nowy model: około pół miliona złotych).

Przygodę z karawaningiem zaczął dziesięć lat temu. Wcześniej jeździł do drogich kurortów, ale - jak tłumaczy - wszechobecny plastik go przeraził i załamał. Postanowił spędzać czas inaczej. Zaznacza, że karawan nie jest tanią formą wypoczynku. Jedna noc na "kawałku trawnika" kosztuje go 110 zł.

- Tyle że w żadnym hotelu nie miałbym takiej swobody. Przedłużam mój pobyt w Sopocie po raz trzeci, bo taki mam kaprys i możliwości. Jak pada deszcz, odpalam samochód i jadę tam, gdzie jest cieplej, słoneczniej. I każdego dnia obcuję z przyrodą - tłumaczy.

BUDKA, PRZY KTÓREJ WIECZNIE TRZEBA COŚ ROBIĆ

Bartosz Borkowski wypatrzył swojego fiata ducato w Zielonej Górze. Podróż z rodzinnego Ostrowca Świętokrzyskiego zajęła mu ponad sześć godzin, ale było warto.

- Przez internet nie sprawdzę, czy kamper w środku cuchnie wilgocią, czy był w należyty sposób użytkowany - tłumaczy.

Sprzedawca, mechanik, znał się na rzeczy, kamper oddał w świetnym stanie. Borkowski jeszcze ani razu nie sięgał po skrzynkę z narzędziami. - Czasem nie warto patrzeć na rocznik. Najważniejszy jest niski przebieg i regularne serwisowanie. Dzięki temu starsze modele są więcej warte od nowszych, których elektronika częściej zawodzi - radzi.

- Nie każdy zdaje sobie sprawę, że kamper jest budką, przy której wiecznie trzeba coś robić - zauważa z kolei Papliński. - Jeśli pojazd ma służyć kilkanaście, a nie kilka lat, nie może przez cały rok stać na zewnątrz. Garaż jest niezbędny.

Pan Grzegorz za wynajem nowego kampera płaci 700 zł dziennie. Do tego dolicza 150 zł jednorazowej opłaty serwisowej. Kiedyś policzył, że taniej wyjdzie pobyt w sopockim Novotelu, ale wybrali kamper ze względu na chorobę syna - hotelowa kuchnia nie dostosuje się do jego diety.

KORONAMARKETING

- Mamy w tej chwili klęskę urodzaju - śmieje się Marcin Kotynia, właściciel firmy z Pruszcza Gdańskiego. - Mam 21 aut, do końca wakacji ani jednego wolnego terminu. Koronamarketing zrobił nam robotę, kampery to teraz najbezpieczniejsza forma aktywnej turystyki. Zresztą ludzie sami to podkreślają, gdy do nas dzwonią.

Firmy wynajmujące kampery nie narzekają na brak klientów. Choć jeszcze wiosną nie wiadomo było co dalej, wiele osób rezygnowało z wyjazdów i trzeba było zwracać zaliczki.

- Ruszyło się pod koniec czerwca, w tej chwili telefon jest rozgrzany do czerwoności - mówi Leszek Urbański, właściciel firmy Los Camperos.

Do tej pory osoby, które wynajmowały kampery od Urbańskiego, ruszały na kempingi w Skandynawii, Chorwacji czy na Lazurowe Wybrzeże. Teraz to się zmieniło. 30-40 proc. klientów to osoby, które ruszają w Polskę: nad morze, na Mazury albo w góry.

- Do tej pory, gdy ktoś wynajmował pojazd na dwa tygodnie, bardzo rzadko zostawał w kraju. Teraz wiele osób wybiera się na dwutygodniowy trip po Polsce - opowiada właściciel firmy z Pruszcza Gdańskiego.

Ale dwutygodniowe wyjazdy są w tym roku rzadsze. Jak zauważa Urbański, skrócił się czas wynajmu samochodów.

- W ubiegłych latach normą były dwa tygodnie, teraz to tydzień - mówi.

Zmienił się kierunek i czas podróży, także zadawane pytania i wymagania. Teraz klienci najpierw pytają o cenę, a potem o kwestie związane z higieną. Ozonowanie to już norma.

- W ubiegłych latach wyposażaliśmy kampery w pościel, w tym sezonie nie zrobiliśmy tego ani razu. Naszymi głównymi klientami byli Polacy mieszkający za granicą, a oni nie latali z pościelą samolotem, więc chcieli, by była w aucie. Teraz więcej jest klientów lokalnych, którzy mają ze sobą wszystko. Podobnie ze sztućcami, garnkami, wyposażeniem kuchni i łazienki. W tym sezonie klienci raczej zabierają na wyjazd swoje rzeczy, rzadko biorą je od nas - opowiada Urbański.

JAK WYNAJĄĆ KAMPERA?

Najlepiej zadzwonić, zapytać o termin, a jeśli jest wolny - w większości miejsc można negocjować cenę (w zależności kiedy i na jak długo chcemy wynająć auto). Ceny są uzależnione od wielkości kampera i jego standardu, średnio wahają się od 450 do 650 zł netto na dobę.

Po podpisaniu umowy najmu wysłanej przez firmę, trzeba wpłacić 30 proc. zaliczki, wtedy rezerwacja jest potwierdzona. Potem, do momentu odbioru kampera, należy uregulować resztę kwoty i wpłacić kaucję zwrotną (zazwyczaj to 4-5 tys. zł). Koszt paliwa ponosi podróżujący, zazwyczaj kampery palą 9-12 litrów na 100 km.

Wróćmy do Sopotu.

Borkowski: - Karawaning to fajny sposób dla emerytów na spędzenie wolnego czasu. U nas moda dopiero raczkuje, ale starsi Szwedzi, Norwegowie i Niemcy potrafią jeździć po sześć, siedem miesięcy po całej Europie.

- Tyle że pandemia wszystko pokomplikowała - dodaje Papliński. - Znajomi pojechali na początku roku do Maroka. Oni zdążyli wrócić przed zamknięciem granic, ale zostawili tam swoje kampery. I do dzisiaj nie są w stanie ich ściągnąć.

Trzy lata temu mąż torunianki Katarzyny Mientki wracał z Bali. Kilkunastogodzinny lot rozłożył go na łopatki - trafił do szpitala z ciężkim zapaleniem płuc. Kiedy wyzdrowiał, małżeństwo zrezygnowało z podróży lotniczych. Wybrali kampery.

- Możemy w każdej chwili zmienić miejsce pobytu. Nie jesteśmy uzależnieni od nikogo. W zeszłym roku podróżowaliśmy od Wenecji przez Sardynię do Chorwacji - zachwala pani Katarzyna.

Z powodu epidemii tegoroczne wakacje spędzą w Polsce. - Przynajmniej zaoszczędzimy na benzynie i noclegach. Za dobę w Sopocie zapłacimy 150 zł, w Europie wyszłoby co najmniej 400 zł - opowiada.

Grzegorz: - Jadę tyle, ile trzeba. A jeśli jestem zmęczony, hamuję i śpię, gdzie chcę.

BEZ OBLĘŻENIA

- W tym roku więcej jest gości z kamperami. Głównie to Polacy, a nie jak do tej pory - Niemcy - mówi pan Krzysztof z pola namiotowego w Piaskach. Ale obłożenie jest słabe. - W zeszłym roku o tej porze miałem 100 proc. miejsc zajętych. Teraz wynajęta jest tylko połowa, ale to także przez to, że wielu z moich gości było z zagranicy.

Dawid z Lazurowego pola namiotowego w Chłapowie mówi, że od kilku dni obserwuje wzmożone zainteresowanie pobytem.

- Otrzymujemy dużo maili, telefonów. Wszystko zaczęło się w niedzielne popołudnie, chyba ludzie czekali na wybory - mówi mężczyzna. - Dużo pytań dotyczy parceli pod przyczepy i kampery, mniej osób pyta o namioty. Dwie trzecie naszych gości to osoby z przyczepami lub kamperami. W poprzednich latach była to połowa, reszta wypoczywający pod namiotami. Ci, którzy dzwonią, pytają, jak wygląda rozmieszczenie pojazdów, a także jakie środki bezpieczeństwa podejmujemy.

Kamil Cesarski od tego roku prowadzi Camper Park Gdynia Kolibki - miejsce, gdzie można zrzucić wodę, nabrać nową, opróżnić śmieci, przespać się i ruszyć dalej.

- Jeszcze nie jesteśmy zadowoleni z obłożenia, ale mam nadzieję, że nadejdzie ten moment - mówi Cesarski. - Wiele osób to docenia, bo nie chcą przebywać w tłumie. Ludzie decydują się na kampery, bo to bezpieczna forma podróżowania, więc u nas znajdują do tego dobre warunki.

Pan Bartosz z rodziną spędza wakacje w kamperze na sopockim kempingu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.