Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pojawiły się tuż przed wojną, aby wnieść do ówczesnej klasy popularnej nowy styl projektowania nadwozi. Jako „małe streamlinery”, razem z VW Garbusem, miały wyznaczać nowe trendy. Tymczasem – szybko okazały się wyjątkowymi brzydalami. Hanomag 1.3 Liter jest przynajmniej trochę znany. Po pierwsze dlatego, że był jednym z najmniejszych, ale jednak, przedstawicieli niemieckiego nurtu wzorniczego „autobahn”, w duchu którego powstawały wspaniałe kreacje nadwoziowe budowane na podwoziach Mercedesów 540 czy Horchów. Po drugie, ponieważ Amerykanie doszukują się w jego kształtach kopii Chryslera Airflow, a Polacy sławnej limuzyny LS. I pewnie wszyscy mają trochę racji. Choć w obu przypadkach oryginał był zdecydowanie ładniejsze. Hanomag 1.3 Liter zadebiutował na rynku w 1939 roku. Czterocylindrowy, 32-konny silnik benzynowy umożliwiał mu rozwijanie prędkości do 115 kilometrów na godzinę. Samochód miał zasięg do 400 kilometrów, a napęd przekazywany był na tylne koła za pośrednictwem czterobiegowej skrzyni przekładniowej. Niektóre niemieckie źródła podają, że Hanomag był punktem wyjścia do narysowania sławnego Volvo 444. Volvo jest jednak o niebo ładniejsze i harmonijne, co bardziej sugeruje szwedzkie zapatrzenie w niektóre konstrukcje amerykańskie tamtego okresu. Produkowano go do 1941 roku, powstało zaś zaledwie 10 000 sztuk tego samochodu.

Chenard Walcker Aigle wystawiony na francuskim portalu aukcyjnymChenard Walcker Aigle wystawiony na francuskim portalu aukcyjnym Leboncoin

Jeszcze brzydszy i zarazem mniej znany jest Chenard Walcker Aigle 22, francuski konkurent Hanomaga, stworzony w 1938 roku przez znanego do wielkiego kryzysu, a potem podupadającego, francuskiego producenta samochodów popularnych.

Chenard Walcker na bazie Matforda, czyli flagowego produktu alzackiej filii Forda. Chenard Walcker Aigle 22 Berline nie jest dziś rozpoznawalny nawet we własnym kraju. To sprawia, że można go kupić, nawet w dobrym stanie, zaledwie za kilka tysięcy euro. W Polsce taki samochód nie chciał się sprzedać przez długi czas za kilka tysięcy złotych. Można tu więc śmiało powiedzieć, że mamy do czynienia z samochodem, który mimo długiej metryki nie ma w zasadzie żadnej realnej wartości.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.