Kiedyś Seat Leon Cupra. Dziś, po stworzeniu nowej marki - Cupra Leon. W dodatku hybrydowy. DNA drapieżnego Seata zostało. Ale z nowym znaczkiem, agresywną stylistyką i elektryką.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Cupra Leon to sportowe rozwinięcie Seata Leona eHybrid, wyposażonego w zelektryfikowane do formatu Plug – In, sprawdzone 1,4TSI. W łagodniejszej wersji „Seat” ma 204 KM. A w odmianie „Cupra”? Tutaj zabawa zaczyna się od łącznej mocy układu spalinowo – elektrycznego, rozpoczyna się 245 KM i kończyć się ma na 310 KM. My poznaliśmy wersję 245 KM i to już w zupełności wystarczy. Wiemy już, że łączna moc zespołu napędowego to 245KM, a producent deklaruje, że na samym prądzie przejedziemy nieco ponad 50 km. 

Do tego warto dodać, że napęd przekazywany jest za pośrednictwem sześcioprzełożeniowej automatycznej skrzyni DSG. Oczywiście auto jest hybrydą typu plug-in - aby uzyskać wartości zużycia paliwa choćby zbliżone do tych, które podaje producent, auto musimy uprzednio naładować - z szybkiej ładowarki albo z domowego gniazdka, co zajmie nieco dłużej (w teście, przy ujemnej temperaturze od 30 do 80 proc., naładowania w nieco ponad pięć godzin). 

Gdy Cupra jest naładowana, w normalnym cyklu zużycia, przy sprawnej, ale nie nerwowej jeździe po mieście i drodze ekspresowej, w zimie, przy włączonym podgrzewaniu foteli, jej spalanie oscyluje na na poziomie 4- 5l/100km na dystansie 50 km od zimnego startu. Jak na 245KM całkiem nieźle. Tym bardziej, że wnikliwie testowaliśmy głębokość działania pedału gazu. Gdy przełączymy auto w tryb “oszczędzania” baterii i wyznaczymy poziom baterii wyższy niż bieżący, auto będzie podczas jazdy doładowywać akumulatory z użyciem silnika spalinowego - wtedy spalanie momentalnie wzrasta powyżej 8l/100km. 

Zespół napędowy jest dzięki silnikowi elektrycznemu bardzo żwawy - momentalnie reaguje na gaz i chętnie przyspiesza do prędkości ok. 120km/h, nie wykazując nawet cienia zadyszki. Przyspieszenie nie wgniata w fotel, jest płynne, nie gwałtowne. Niestety brzmienie hybrydy jest jak brzmienie... hybrydy. Nieskore od wywoływania ekscytacji. Auto startuje od ceny 155 900 zł za hatchbacka, a dopłata do wersji kombi to 3600 zł.

Jak na hybrydę plug-in aspirującą do czegoś więcej – znośnie. Wyposażenie bazowe obejmuje w zasadzie wszystko, co może być potrzebne przeciętnemu kierowcy, a lista opcji dodatkowych to między innymi podgrzewane przednie fotele i kierownica za nieco ponad 2000 zł, elektryczna klapa bagażnika za podobną cenę, alarm, dodatkowe poduszki powietrzne, schowek na telefon z ładowarką indukcyjną oraz bardziej zaawansowane pakiety asystentów jazdy - fabrycznie mamy “zwykły” tempomat, przedni radar zapobiegający kolizjom oraz asystenta pasa ruchu - pakiet asystentów L z aktywnym tempomatem i asystentem martwego pola to koszt niespełna 3000 zł.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem