Marek Okrassa to klasa sama w sobie. Żaden polski twórca nie zbliżył się tak bardzo do najlepszych, modernistycznych artystów lat 30., 40. i 50. XX wieku, malujących w niezwykle dynamiczny sposób samochody, samoloty czy rozpędzone łodzie motorowe.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W zasadzie wszystko o jego twórczości powiedział Paweł Huelle: "Masowy dreszcz elektryczny. Nawet krótki moment obcowania z obrazami Marka Okrassy pozwala nam uchwycić pewien charakterystyczny, świadomie przez niego wybrany system znaków i odwołań. Przedstawiając pędzący z zawrotną prędkością biały automobil, taneczną parę czy jazzowego trębacza, operując podobnymi motywami w wielu wariantach i wersjach, młody artysta tworzy własny komentarz do naszej współczesnej tożsamości. Jesteśmy w samym środku masowego, konsumpcyjnego społeczeństwa, tyle tylko, że widzianego nie przez pryzmat obecnej agory - hipermarketu, ale początków tego procesu. Jaki jest stan faktyczny - zdaje się komunikować artysta - wszyscy wiemy, ale dlaczego nie mielibyśmy przypomnieć genezy? A skoro tak, to nieustannie powracamy do epoki, która w największym stopniu ukształtowała nasze współczesne mity, stereotypy, wyobrażenia i sny, nie wyłączając z tego zbioru obrazów hollywoodzkich".

Teraz Marek Okrassa namalował coś znacznie nowszego, choć także niezwykle dynamicznego. Co – będzie się można tego dowiedzieć w przyszłym tygodniu na wystawie obrazów w Cosma Gallery przy sopockim molo, której towarzyszyć będzie Porsche Taycan. Nie możemy się doczekać!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem