Był początek lipca 1958 roku. Niecałe półtora roku od momentu, kiedy Władysław Gomułka słynnym przemówieniem odżegnał się od stalinizmu, w Sopocie obył się pierwszy ogólnopolski zlot motocyklowy.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kurort miał już za sobą dwa festiwale jazzowe, na hipodrom wróciły zawody konne, podczas których wydarzyło się już kilka afer z ustawianiem gonitw, a w przestrzeni miejskiej pojawiła się, do niedawna dekadencka, nowoczesna sztuka. Na deskach Teatru Kameralnego grano z powrotem zachodnie sztuki. Sopoccy wierni ciągle mieli w pamięci niedawną wizytę prymasa Stefana Wyszyńskiego. W kościołach ogłoszono też, że 4 lipca papież Pius XII mianował niezbyt tu znanego Karola Wojtyłę biskupem pomocniczym archidiecezji krakowskiej. Powoli milkły kinowe echa filmu "Eroica" w reżyserii Andrzeja Munka, w którym pojawił się bardzo popularny i lubiany w Trójmieście Bogumił Kobiela. Przy stolikach komentowano wciąż komedię „Ewa chce spać", wypatrując Zbyszka Cybulskiego. Ten jednak spędzał bardzo dużo czasu na deskach Teatru Wybrzeże, gdzie reżyserował wraz z Bogumiłem Kobielą sztukę „Jonasz i błazen". Letnie zdjęcia utrwaliły sopocką plażę jako zastawioną budami i koszami, a lokalna prasa zajęta była zamachem stanu w Iraku i lamentem po sopockim festiwalu jazzowym, który przeniesiony został cichcem do Warszawy.

W takich okolicznościach, dokładnie 15 lipca, przy dziesiątym wejściu na plażę pojawili się tłumnie motocykliści z całej Polski, aby wziąć udział w I Sopockim Zlocie Motocyklowym.

Lambretta 150ld
Lambretta 150ld  materiały prasowe

– To było prawdziwie niezwykłe wydarzenie. Spędziliśmy na plaży ponad tydzień – opowiada Janusz Reszczyński. – Wcześniej jeździliśmy po nieformalnych spotkaniach motocyklistów w Polsce, zapraszając nad morze. Kiedy ktoś zapytał o termin, ktoś inny zaproponował, że niech to będzie dzienna data Bitwy pod Grunwaldem i tak zostało.

Na zlot przyjechało 40 motocyklistów z namiotami. Młodzi ludzie, głównie na starych, jeszcze przedwojennych i wojennych motocyklach produkcji niemieckiej. Dokładnie takich samych, jakie pojawiały się w anonsach prasowych tamtego okresu. NSU, DKW, Zundappy, ciężkie BMW Sahary. Największym zainteresowaniem cieszył się wojenny Harley Davidson i… trójmiejskie dziewczyny, odwiedzające zlotowiczów na luksusowych wówczas włoskich skuterach Lambretta i Vespa.

– Od tamtych wydarzeń minęło już ponad 60 lat – mówi Lech Wieczorkowski, emerytowany rzeczoznawca i sędzia sportowy. Żeby pamięć po imprezie nie zaginęła, spotkaliśmy się w kolejną rocznicę, dokładnie przy wejściu nr 10, i przytwierdziliśmy do drzewa figurę. Naszym zdaniem warto to wydarzenie lokalnie utrwalić dla kolejnych pokoleń, nie tylko miłośników jednośladów.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem