Pojechałyśmy na wakacyjną noc do Sopotu, żeby zobaczyć, co zostało z "letniej imprezowej stolicy Polski". Byłyśmy zaskoczone. Głośne imprezy i wieczory kawalerskie, pijackie awantury? To nie tutaj.
Nikt nie powie pod nazwiskiem, że to źli klienci, bo często nie liczą się z kasą. Ale obsługa nie ma z nimi lekko. Zdarzają się chamskie odzywki do kelnerek, padają niewybredne propozycje. Raz mieliśmy takiego delikwenta, który postanowił się rozebrać przy kelnerce do rosołu, żeby pokazać jej, co ma do zaoferowania.
- Ze stanem kawalerskim trzeba pożegnać się w dobrym stylu - mówi Matthew. - Wybraliśmy Trójmiasto, bo słyszeliśmy, że tu się można dobrze zabawić. Młody Irlandczyk (nie chce się przedstawić, bo ?jeszcze żona przeczyta?) dodaje: - Macie dobrą opinię. Ładne dziewczyny, tani alkohol i fajne kluby. No i Polska jest daleko od naszego domu.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.