Przed Arką jeszcze jeden mecz przed październikową przerwą reprezentacyjną. Zagra go ze zmagającą się z głębokim kryzysem Cracovią. To idealny moment, by powiększyć nad nią przewagę w tabeli.
Za Arką jedna czwarta obecnego sezonu. W tym czasie zauważalne gołym okiem były efekty pracy z zespołem trenera Leszka Ojrzyńskiego. Są też jednak mankamenty, które nadają się do natychmiastowej poprawy.
Ostatnio na konferencję pomeczową Leszek Ojrzyński wchodził na pełnym luzie, a jego mowa ciała sygnalizowała: "I co? A nie mówiłem?!". Ano mówił trener, mówił. I się spełniło.
To, że w polskiej piłce z bohatera błyskawicznie można spaść do zera, pokazują liczne dowody. Leszkowi Ojrzyńskiemu na przykład niektórzy kibice Arki nie wróżą pozostania na stanowisku choćby do końca rundy jesiennej.
W dziesięciu meczach w tym sezonie Arkę reprezentowało aż pięciu kapitanów. To jednak nie wynik niezdecydowania trenera, który nie wie, komu powierzyć opaskę, a ciągłych, koniecznych rotacji w składzie.
Na krajowym podwórku Arka wciąż jest niepokonana. Do tego w Pucharze Polski zagwarantowała spektakl wykraczający poza miary polskiej przeciętności. Kolejny raz.
Czy w Arce na stanowisku trenera zasiadł w końcu właściwy człowiek? Patrząc na osiągnięcia z ostatnich miesięcy - bez wątpienia. Ale czy w polskich warunkach Leszek Ojrzyński ma szansę przetrwać jako trener jednego zespołu na przykład dekadę?
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.